Listy do autora

Niżej dawne, sprzed lat zapisane. Minęło dużo czasu, kiedy tutaj zaglądałem, ale powracam do listów nowszych. Pojawią ciekawe, czasami zwykłe, a czasami bulwersujące lub na pograniczu donosów. Donosów na mnie. Ale po kolei:

Szanowni Państwo,

otrzymuję wiele listów od Czytelników z pytaniami, dlaczego ich korespondencji nie zamieszczam na tej stronie. Otóż na tej stronie zamieszczam tylko te listy, które wyrażają opinie o moich książkach lub problematyce związanej z tymi książkami albo z pisarstwem w ogóle. Nie zamieszczam natomiast listów oznaczonych, jako prywatne i osobiste, oraz listów o książkach, których autorzy proszą o zachowanie ich treści tylko do mojej wiadomości. Powyższą informację podaję na prośbę korespondentów.

Stanisław Srokowski

LISTY Z LAT 2020-2025

WRAŻENIA Z LEKTURY

Szanowny Panie.

Pozwoliłem sobie napisać do Pana tych kilka liter i dopuścić do zmarnowanie Pańskiego czasu na odczytanie ich. Ale proszę mi wierzyć- nie mogłem się temu oprzeć. Wiele lat temu, będąc jeszcze ludzkim szczenięciem natrafiłem w księgarni na książkę, której tytuł z pewnością nie jest Panu obcy- „Chrobaczki”. Książka opasła z intrygującym tytułem i ostrzeżeniem na wejściu. I pomimo tego, że daleko mi było do wyznaczonego na obwolucie wieku… kupiłem ją (nikt nie sprawdzał). Co więcej… przeczytałem… I to nie raz. I nawet poleciłem bratu i przyjaciółce. Wszyscy zostaliśmy naznaczeni tym, co tam, na kartach tej książki się działo. A teraz, po tylu latach znów czytam I w zasadzie wszystko co chciałem, to pokłonić się Panu i podziękować za to niesamowite doświadczenie, jakim jest zanurzenie się w Pańską opowieść. Te wszystkie lata temu, nie przyszło mi do głowy, aby spisać podobne słowa i wysłać listem do Pana. Ale teraz, w dobie skróconego dystansu, pozwalam sobie na krótką chwilę rozbłysnąć w Panu tymi słowami. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie- Marcus Von May.

***

LIST OD MŁODEGO CZYTELNIKA

Na swoje pokolenie patrzę różnie, dostrzegam zarówno plusy jak i minusy. Na pewno podoba mi się ambicja w moim pokoleniu, dostrzegam ją w gronie znajomych czy przyjaciół, podoba mi się, że ma rozmaite zainteresowania i potencjał. Natomiast nie podobają  ubytki w obszarze wiedzy ogólnej oraz widzę potężny minus, tym minusem jest to, że czasami ciężko jest z komunikacją, konkretniej, że nie ma takiej atmosfery jak kiedyś, że wszyscy ze sobą rozmawiają, tylko np. jest to podzielone. Nie podoba mi się obecnie też nadwrażliwość na niektóre tematy lub całkowity jej brak,  a nawet obojętność. Podoba mi się natomiast, że moje pokolenie jest na pewno kreatywne i wielu z moich znajomych osiąga wyznaczone  cele. Widzę też, że większość znajomych i osób z mojego otoczenia idzie w kierunek języka angielskiego oraz w informatykę i zauważam, że nie poświęcają czasu na refleksję nad przyszłością tylko zazwyczaj żyją teraźniejszością. Sylwester właśnie spędziłem ze znajomymi w domu koleżanki;  było ciekawie,  ale jednocześnie spokojnie.  Życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam Dominik.

***  

LIST OD POETY

Drogi Staszku,

poranek, jestem po Mszy św. I Twoje podziękowanie za  „drobinę myśli”. Spodobało mi się to określenie, taki jestem w drobinach, ale powoli się scalam. Nie jest tak źle. Fizycznie i przede wszystkim psychicznie. Będzie dobrze. Czy moi Bracia i Siostra z Awangardy są w lepszym stanie?  Powstał materiał do opublikowania? Bym się ucieszył kolejnym zaowocowaniem Twojego zamysłu.

Serdecznie

Jerzy

***

LIST OD LICEALISTY

Dzień dobry, 

Pisze Dominik , poznaliśmy się 11 lipca w tym roku na 81 rocznicy rzezi wołyńskiej. Poprosiłem wówczas Pana o podpisanie książki Pana autorstwa. Powiedział Pan, żebym – jak skończę czytać – napisał Panu swoje wrażenia, odczucia, więc oto jestem i piszę do Pana.  Ja, zaczynając czytać tę książkę, już wiedziałem mniej więcej, co będzie się w niej działo, że będą krwawe mordy, okrutne zbrodnie i ludzka tragedia, jednak jak zacząłem wgłębiać się,  byłem jednocześnie w wielkim szoku, a nawet nie byłem w stanie sobie wyobrazić tych najbardziej brutalnych i szokujących rzeczy. Pierwsze, co mnie zdziwiło, ponieważ nie miałem pojęcia, że było coś takiego jak „pogrzeb Polski”,  że ktoś kiedyś wykopał dół, wrzucił flagę, mundur i jeszcze to celebrował. Kolejną rzeczą, która jest oburzająca i niewiarygodna wręcz, to to, co się działo w kościele i jakich rzeczy dokonywali Ukraińcy; mam na myśli fragment, w którym dokonywali totalnej degrengolady „świętując walkę o niepodległą Ukrainę”. Tak samo bardzo mnie zainteresował rozdział „lekcja anatomii”;  byłem naprawdę, ale to naprawdę bardzo zdezorientowany, jak tak można potraktować drugiego człowieka i jednocześnie nad nim, konającym, opisywać jego organy; nawet nie jestem w stanie pomyśleć, ile ta kobieta wycierpiała i jednocześnie jak wytrwały był jej organizm, że tyle męki wytrzymała, a  jednocześnie zastanawia mnie, czy ci ludzie mieli  sumienie. Wszystkie te historie były bardzo poruszające, czasami musiałem przeczytać jedno zdanie kilka razy, bo nie byłem w stanie uwierzyć w daną rzecz. Oni nie dość, że wymordowali tyle tych niewinnych ludzi, to jeszcze zostawiali ogromny ślad na psychice, chociażby tej kobiety, która osiwiała w tak krótkim czasie. A teraz pomyślmy, ile było takich ludzi, ilu ludzi musiało znosić takie cierpienie i o ilu sytuacjach nie mamy pojęcia. Uważam, że historia rzezi wołyńskiej jest bardzo ważna, ponieważ o tym prawie się nie mówi i trzeba to głosić, bo wielu ludzi nawet nie ma pojęcia, że takie wydarzenia miały miejsce i że człowiek jest zdolny do takiego bestialstwa.  Ja, mając 15 lat, uważam, że ta książka powinna być lekturą historyczną dla 3 klasy technikum/liceum, żeby młodzież  miała świadomość, że takie wydarzenia miały miejsce. Jest mi ogromnie miło, że mogłem poznać Pana osobiście i poznać bliżej dzięki Panu historię tych ludzi. Historią Kresów jestem bardzo zainteresowany i jest mi ona bardzo bliska, ponieważ moja rodzina właśnie z tych terenów pochodzi, a konkretniej ze Lwowa, Ihrowicy i tamtych ziem. W mojej rodzinie zostało zesłanych 18 osób na Syberię, więc historie stamtąd też są mi bliskie. A wracając do tematu książki, uważam, że ta książka jest jedną z ważniejszych dowodów na krwawe wydarzenia, które miały miejsce na terenach Polski  i uważam, że każdy powinien ją przeczytać, a zwłaszcza w czasach poprawności politycznej i aktualnej wojny; ja pamiętam że w moim podręczniku od historii w ósmej klasie była malutka ramka z informacją, że taka zbrodnia miała miejsce i była dokonana przez Ukraińców. To stanowczo za mało, tak samo kiedy mówimy o tym jak Ukraińcy napadali na nas podczas powstania Warszawskiego. Tak samo nie mówi się o akcji Wisła i o tym,  kto brał w niej udział.

Pozdrawiam serdecznie, Dominik

***  

LIST Z ZAGRANICY

Szanowny Panie Redaktorze,

artykuł (numer 04 WG) o sukcesach Polaków za granicą zainspirował mnie do napisania tego listu. Pochodzę ze środowiska wychowanków Kazimierza Lisieckiego „Dziadka” i tylko z tego środowiska mogę podać co najmniej dziesięć przykładów takich karier.  Jedną z takich karier jest mój przyjaciel Edward J. Edward. Urodził się w 1950 r. w Gdyni.  Pracę zawodową jako robotnik rozpoczął  w wieku 17 lat w DALMORZE, kontynuując naukę po pracy w technikum wieczorowym  a potem  na  studiach wieczorowych.  Absolwent Politechniki Gdańskiej (inżynier mechanik). W tym też czasie piastował społeczne funkcje takie jak przez 7 lat był najmłodszym ławnikiem w kolegium do spraw wykroczeń w Gdyni, mąż  zaufania  w  związkach zawodowych, skarbnik SIMP (Stowarzyszenie  Inżynierów i  Mechaników  w  Polsce). Działacz  Solidarności w latach 1980 i 1981,  jako przewodniczący  komisji  rewizyjnej miedzy  innymi odpowiedzialny  za  strajki   w zakładzie POLAM w Gdańsku. Wyemigrował  do USA w roku 1981, nie mając  tam  ani  rodziny ani  znajomych, bez znajomości języka angielskiego, z  50 $  w  kieszeni. W poszukiwaniu  pracy znalazł się   w centrum Doliny Krzemowej w Santa Clara, gdzie pracują   na kontraktach czy pełnych etatach w takich firmach jak Stanford University (ponad 20  laureatów  NOBLA),  INTEL (lider w produkcji mikroprocesorów), PHILIPS SILICON GRAFIK (przy pomocy programów, które stworzył Edward,  był zrobiony film Jurassic Park), FUJITSU, w koreańskiej firmie AMKOR; systematycznie podnosił swoje kwalifikacje i awansował. Został specjalistą/ ekspertem przy projektowaniu i programowaniu układów scalonych jako samouk. Jego zdolności i sumienność zostały docenione i były sowicie wynagradzane. Dla przykładu w roku 1991 dostał nagrodę 50,000.dolarów. Jego zarobki  w  szczytowym  okresie osiągnęły 90 $ na godzinę. Jako specjalista miał większą pensję od dyrektora firmy. Ostatnim jego zakładem  pracy  przed  emeryturą  była  firma InvenSenseCo,  której był współzałożycielem i jednym z pierwszych pięciu pracowników. Firma rozrosła się aż do prawie 700 pracowników. Firma  ta   ma pionierskie  rozwiązania technologiczne jako MEMS (Systemy mikroelektromechaniczne)  połączone  z  układem scalonym. Jej produktami są m.in. miniaturowe (3×3 mm)  wieloosiowe czujniki  jak żyroskop (wielkości łebka od szpilki),  przyspieszeniomierz, czujnik  ciśnienia,  kompas, mikrogłośniki i wiele innych  rozwiązań. Te produkty znajdują się w różnych wyrobach takich jak telefony komórkowe, smartwatch, smartfony, kamery, drony, w rożnych pojazdach, zabawkach i nawet w adidasach i w wielu innych wyrobach. Dzisiaj Edward jest dolarowym milionerem mieszka w swojej posiadłości w Kalifornii i ma także dwupoziomowe mieszkanie w swojej rodzinnej Gdyni,  którą odwiedza rokrocznie. Edward ma dwie córki; jedna ukończyła instytut weterynarii a druga została  doktorem   filozofii PhD  o  specjalizacji mechanik sercowo-naczyniowy i jest wykładowcą dla kardiochirurgów; uczy ich, jak używać różnego rodzaju sprzętu do operacji na sercu.

Inny mój przyjaciel (mieszka w Kandzie) doszedł do majątku, inwestując w nieruchomości. Jest wielkim filantropem. W minionych czterdziestu latach naszej znajomości „wyprowadził na ludzi” trzy dysfunkcyjne, wielodzietne rodziny. Robił to umiejętnie wspierając naukę, podsuwając pomysły na pracę, kierując dalszymi karierami.

Jeszcze inny mój przyjaciel – Stanisław R. po emigracji wojennej absolwent następujących szkół średnich i uczelni: Commercial College – Cambridge, England (Senior Leaving Certyficate), Alliance College, Pensylwania,  4-letni college ukończony w 2½ roku z wyróżnieniem (cum laude), Kent State University, Ohio  – magisterium, praca w formie książki: “Warsaw Uprising 1944 – 63 Days Battle”, Ohio State University, dyplomowany asystent, wykładowca (na Oxford University) filozofii, doktorant, niedokończona, z powodu przewlekłej choroby żony, dysertacja doktorska. Kariera zawodowa: Członek Komitetu Wykonawczego Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (New York), Prezes Związku Korporacji Handlowych ds. Importu,  członek Izby Handlu i Prezes Komisji Transportu w Cincinnati, Członek Wykonawczy Amerykańskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Detalicznej, doradca amerykańskiego Senatu oraz kilku organizacji międzynarodowych, autor  książki:  Uprising  August  1944  “Warsaw  the  invisible  City” (książka w Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego). Posiada odznaczenia państwowe.  Do najwyższego stanowiska w armii amerykańskiej doszedł także wychowanek Kazimierza Lisieckiego „Dziadka” – John Shalikashwili. Ten ostatni to wprawdzie syn gruzińskich emigrantów w Polsce, jednakże właśnie  ognisko „Dziadka” Lisieckiego  w Warszawie podało mu pierwsze rękę w trudnych czasach wojny.

Napisałem o tym, co wiem z własnego otoczenia, jednakże takich karier Polaków za granicą są tysiące. Bo polski naród doświadczony zaborami, wojnami, okupacjami wykształcił w sobie jakiś zbiorowy, nadzwyczajny gen przetrwania i radzenia sobie w życiu w każdej sytuacji. Bądźmy dumni z naszych rodaków i przypominajmy ich sukcesy. Nie dajmy się pouczać, karcić i poniżać przez rożne von der layeny i verhofsztadów.

Pozdrawiam

Bogusław Homicki

***

LIST Z PRZEMYŚLA

Dzień dobry,

Dzisiaj tj. 1 marca 2023 .r otrzymałem wiadomość z IPN Rzeszów o przejęciu

„HONOROWEGO PATRONATU” naszej uroczystości, jednak nie mogą udzielić dotacji na organizację uroczystości.

Pisanie próśb o wsparcie finansowe do Prezydenta Miasta Przemyśla i Starosty

Powiatu Przemyskiego uważam za bezcelowe, dlatego zwracam się do wszystkich, którzy uważają, że z  pamięcią  o ludobójstwie naszych Rodaków nie możemy czekać na zakończenie wojny na Ukrainie, ponieważ cały czas w tym kraju kwitnie banderyzm, prawda jest zakłamywana, a świadkowie ludobójstwa odchodzą.   Serdecznie proszę byśmy wspólnie sfinansowali  tegoroczne uroczystości  80. rocznicy ludobójstwa Polaków na Wołyniu  i   79. Rocznicę Zagłady Huty Pieniackiej i Korościatyna – „Nie o Zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”

Każdy wpłacający podobnie jak w Akcji „Znicz na Cmentarz Obrońców Lwowa i polskie Groby na Kresach otrzyma podziękowanie e-mailem lub na FB na

zakończenie zbiórki, chyba, że nie wyrazi zgody. Zaproszenie na uroczystość

prześlę za kilka dni.

Z Kresowym pozdrowieniem,

Stanisław Szarzyński

Prezes Stowarzyszenia Pamięci Polskich Termopil i Kresów w Przemyślu im. Ks. Bronisława Mireckiego oraz Klubu Inteligencji Katolickiej

13.01.23 

W mediach publicznych. Niezły kwiatek. Autor zapędził się, ale potem ruszyły go szczątki sumienia i przeprosił. Proszę zwrócić jak to działa. Plecie się brednie, nie wiadomo skąd wzięte, zapewne z zatrutych źródeł, których mamy mnóstwo, a później… później refleksja. Ale ad rem:

18.10.2015 r. 11:44

O, jesteś zdegenerowana szujo, nawet na fajsbuku – na starość, przyszedłeś agitować, siać nienawiść, uzurpować sobie pamięć o ludobójstwie kresowym dokonanym przez rosyjskie NKVD od lat 30 tych, którego Wołyń to tylko 8%, a Katyń 2-4% całości, odrażająca kreatura, nie wystarczy, ot tak, usunąć śladów po swoim blogu, gdzie cytowałeś kłamliwą nazistowską propagandę kremlowskiego okupanta, szerzyłeś nienawiść do ukraińskich patriotów i udawać, że wszystko jest cacy. Twoja podświadomość doprowadziła cię wreszcie do punktu, gdzie wszystko jest takim jak się wydaje. Zupełnie jak w rzeczywistości musisz dokonać wyboru: pokuta lub wieczne potępienie.

8.09.2016 22:20

Witam, przepraszam za wszelkie wulgarne wiadomości jakie mogłem do Pana wysłać, pisałem je pod wpływem emocji i traktowałem je jako sposób odreagowania na antyukraińską propagandę, pozdrawiam.

( Niestety, zaginął podpis, zapewne fałszywy)

13.01.23

Po tekście o nieuctwie Trzaskowskiego, jeden z korespondentów napisał:

Krzysztof Dzięcioł: Nie bądź bydlakiem, bo wydajesz się być trollem dudy, a nie prawdziwym człowiekiem z krwi i kości; to co robisz, jest obrzydliwe i życzę ci, by cię suka oszczała.

Moja odpowiedź:

Stanisław Srokowski Krzysztof Dzięcioł. Dziękuję za prawdziwie chrześcijańskie życzenia. To buduje 🙂 Ale byłby Pan łaskawy mnie pouczyć, co ja takiego obrzydliwego robię? Konkretnie, punkt po punkcie. ( strona KRESOWIACY)

***

Piotr Gasik: Srokowski to prawdopodobnie agent . Rosjanie zapowiedzieli, że po Putinie otworzą archiwa swojej ubecji . Wtedy to będzie jasne.

***

Ładne prawda?!

06.01.23

Jeden z dawniejszych listów. Napisany po moim felietonie o antykomunistycznej młodzież szkolnej, która zakładała w swoich szkołach tajne organizacje. Bardzo ciekawe uwagi. Polecam.

Kolega z dawnych lat opowiedział mi następującą historię. Do komisariatu milicji zgłosiła się babina, którą na targu okradziono. Milicjant spisał protokół. Zapytał kobietę o imię męża. Odpowiedziała, że mąż został na Kresach zamordowany przez banderowców. Bystry milicjant zastanowił się, czy komendant miejscowego posterunku, mający takie samo nazwisko i imię jak mąż owej kobiety, nie miał czegoś wspólnego z tym zabójstwem. I podzielił się swoimi podejrzenami z władzami wyższymi. Okazało się, że komendant tego posterunku MO to właśnie morderca jej męża, posługujący się skradzionymi dokumentami.

Pisze Pan, że tamta młodzież z powojennnej konspiracji była straszliwie torturowana. Chodziłem do technikum w Sosnowcu, w pobliżu był cmentarz. Po śmierci Stalina na murze tego cmentarza ktoś napisał dużymi literami: „Zmarł kat narodu polskiego”. Na apelu, bo przed lekcjami w tej wyjątkowo komunistycznej szkole zawsze był apel z pocztami sztandarowymi, koleżanka trzymając sztandar nagle krzyknęła: Koledzy, wy się śmiejecie a towarzysz Stalin zmarł. UB zaczął szaleć. I wykrył, że jedna z drużyn piłkarskich nazywa się „Zefir”. Pozamykano wielu chłopaków, choć z polityką nie mieli nic wspólnego. W całej naszej klasie tylko ja i mój kolega nie należeliśmy do ZMP (Związek Młodziezy Polskiej”).
Kolega był synem prywatnego fryzjera, a ja synem kolejowego urzędnika. Reszta to dzieci robotników. Ci co byli przesłuchiwani, nic o dwutygodniowym areszcie nie mówili. Tak byli zastraszeni. Trzęsły się im tylko ręce. ZMP było tak wszechwładne, że nawet przerywali lekcje i sprawdzali czy ich członkowie mają przy sobie legitymacje i czy są one należycie obłożone. W szkole mieliśmy radiowęzeł., który bardzo długo sie nagrzewał zanim zaczął działać. Aktywiści z ZPM przed lekcjami włączali radio i zamykali radiowęzeł. Ja z kolegą dorobiłem klucz do radiowęzła i nastawiliśmy radio na Wolną Europę.
Aktywiści na drugi dzień włączyli radio i zamknęli radiowęzeł. Po nagrzaniu się radia na całą skalę włączyła się audycja Wolnej Europy. Znowu były dochodzenia. W szkole nie mieliśmy wolnych niedziel, ponieważ trzeba było jeździć na czyny społeczne. Na dużej przerwie zawsze była wywieszana gazetka ścienna „Błyskawica”. Oczywiście kolega i ja byliśmy tam często wyróżniani, jako wrogowie klasowi ( nienależący do ZMP). Przy wyborach do władz organizacji przewodniczący kazał mi zanieść urnę do auli. Powiedziałem mu: – wyjmij łapy z kieszeni i sam zanieś. Naturalnie dyrektor szkoły chciał mnie wyrzucić. Uratowała wychowawczyni, pani od matematyki i jeden z wykładowców, inżynier.
Nie miałem wtedy już ojca, bo zmarł. I to też jako półsierotę mnie uratowało. Jednak ZMP czuwało. Po maturze, ci z władz z ZMP szli na studia bez egzaminów wstępnych. Mnie rada pedagogiczna skierowała na politechnikę. Najbardziej obawiałem się przedmiotu NOP (Nauka o Polsce). Egzamin wstępny był z matematyki, fizyki i NOP. Okazało się, że z NOP mam piątkę, a nie zdałem z matematyki i fizyki. Po latach, kiedy skończyłem już studia na wieczorówce, spotkałem jednego z zarządu ZMP. I dowiedziałem się, że wcześniej zdążyli wysłać informację na Politechnikę, że jestem niepewny politycznie. Był to już rok 1956. Zgłosiłem się do technikum po nakaz pracy. Ale dyrektor powiedział mi: – Zachciało ci się studiów, radź sobie sam. Pod koniec 1957 roku do elektrowni Jaworzno II, gdzie pracowałem na stanowisku pomocnika palacza przyjechali studenci i chcieli na wiecu wywieźć dyrektora na taczkach.
Był bez wykształcenia. Zwykły robotnik. Na ten wiec wszedł nagle dyrektor techniczny, który miał dwa fakultety i jego też chcieli wywieźć na taczkach. Ale on powiedział odważnie: – Ja z moim wykształceniem pracę znajdę, a z wami, hołoto, nie wiem co będzie. I wyszedł. Tłum zawył i naczelnego chciał władować na taczki. Wtedy jeden z inżynierów wskoczył na stół i krzyknął: – Dyrektor z moim ojcem w 1920 roku bił bolszewików pod Warszawą. I tłum zaczął bić brawo. Takie to były czasy. Obecna młodzież nie wie co to był ROP (Robotnicza Ochrona Przemysłu). Siedzieli po większych zakładach i węszyli za sabotażystami. Kończąc powiem jeszcze, że jako bezpartyjny musiałem często zmieniać pracę.

Leszek Igła, Bielsko Biała

05.01.22

Po napisaniu w „Warszawskiej Gazecie” felietonu o nadużywnaiu pojęcia „centrum” przez różne instytucje, organizacje i spółki, otrzymałem sporą korespondencję. Wybrałem jeden list. Oto on:

Szanowny Panie,

mimo że Pański felieton nie nastraja zbyt optymistycznie, czytając, ubawiłem się na okoliczność różnych centrów, które zechciał Pan wymienić. Toteż postanowiłem wzbogacić nieco Pańską wiedzę o centrum edukacji.

Znajomy wynajmuje mieszkanie studentom, jak czyni to wiele osób. Zadzwonili do niego (studenci), że zepsuł się odkurzacz. Znajomy zmuszony był pokonać dystans 100 km samochodem, żeby coś temu zaradzić i, liczył się, że najpewniej skończy się kupnem nowego odkurzacza. Na miejscu powąchał odkurzacz, żeby sprawdzić czy instalacja się nie „sfajczyła”. Nie, nie sfajczyła się, więc włączył odkurzacz do sieci. Silnik zawył z wysiłku, bo rura ciągnąca była zatkana – pewnie jakimiś obierkami, już nie chcę konfabulować czym. Ci studenci to inżynierowie budownictwa znanej wrocławskiej uczelni. Znajomy na odchodne powiedział im, że nadają się co najwyżej do kopania fundamentów łopatą, bo koparki nie obsłużą. Jak opowiedziałem tę historię innemu mojemu znajomemu, odpowiedział mi, że to jeszcze nic. Moja córka, powiedział, będąc w Anglii na stypendium (biotechnologia), poleciła studentom zagotować wodę w laboratorium. a oni na to: A skąd my będziemy wiedzieć, że woda się zagotowała? Sorry, takie mamy centra, chciałoby się strawestować powiedzenie pewnej Europosłanki. Na marginesie dodam, że na przekór nie chodzę kupować do żadnych centrów, może trochę ze względów na epidemię, ale nie tylko. Tęsknię za bazarkami, które zniknęły z naszego otoczenia.

Pozdrawiam, R

WSPANIAŁA KSIĄŻKA !!!

Gratuluję Panu erudycji i wspaniałego pióra.
Przeczytałem Pańską książkę jednym tchem. Ujęła mnie opisana historia
dwojga zakochanych ludzi, ale także wspaniale wprowadził Pan w treść
ksiązki wydarzenia historyczne oraz panujące obyczaje na kresowych
ziemiach. Dzięki Panu o wielu faktach i zdarzeniach dowiedziałem się. /
to wielki atut tej książki!!!/
Pana książka powinna stać się LEKTURĄ OBOWIĄZKOWĄ W POLSKICH SZKOŁACH, aby nasza młodzież wyrastała w prawdzie, patriotyzmie i pamięci dla wszystkich Polaków, którzy zginęli za Polskę.

Teraz będę zachęcał innych w rodzinie oraz znajomych, aby przeczytali Pana
książkę.

Jeszcze raz osobiście DZIĘKUJĘ PANU za tą wspaniałą książkę, która jest
dla mnie LEKCJĄ PATRIOTYZMU I PRAWDY .

Z wyrazami szacunku
Dariusz Piasecki z Rawicza woj. Wielkopolskie

***
5.11.08

Witam serdecznie, Panie Stanisławie!

Właśnie zakończyłem „połykanie” Pańskiej książki… Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, mimo iż tematyka, którą Pan w niej porusza, nie jest mi obca – od kilku lat interesuję się UPA, zwłaszcza na terenie Bieszczad, które są bardzo mi bliskie ( mieszkam „aż” w Poznaniu ). Na końcu książki, wyraża Pan optymizm i widzi Pan „światełko w tunelu” w sprawach powiedzenia PRAWDY o tamtych czasach i tamtych wydarzeniach… Panie Stanisławie – byłem w tym roku we Lwowie. Na Cmentarzu Łyczakowskim, blisko mogił Orląt, stoi obelisk ku czci SS-Galizien, postawiony 2 lata temu. Ulice, pomniki, skwery, parki noszą nazwę Bandery. Z inicjatywy Prezydenta Juszczenki, w parlamencie czeka rezolucja, uznająca UPA za organizację bohaterską i patriotyczną, dążącą do wyzwolenia Ukrainy. Cytuje Pan także słowa Jana Pawła II – w tej chwili toczy się w Watykanie proces beatyfikacji metropolity Lwowa, Szeptyckiego, „polakożercy”, który osobiście wyznaczał kapelanów UPA. Na naszych oczach trwa proces zakłamywania historii, ignorowania faktów, rozmydlania wydarzeń. Dzieje się to także, niestety, w naszym kraju. Jaka jest sytuacja Polaków na Ukrainie, a jaka Ukraińców w Polsce? W Polsce Ukraińcy mają swoje gazety, wydawnictwa dotowane przez polskie państwo. W Bieszczadach stawiane są pomniki ku czci UPA, a ulicami Przemyśla maszerują ludzie ze sztandarami UPA i OUN. Korzystają z pełni praw obywatelskich. W tym samym czasie na Ukrainie, Towarzystwo Przyjaciół Lwowa gnieździ się w klitce na starówce, a jego członkowie dorabiają sobie jako przewodnicy polskich wycieczek. Robią to pokątnie i ze strachem przyjmują wynagrodzenie, gdzieś na tyłach szpitala, niedaleko Cmentarza Łyczakowskiego. Polskie wycieczki przeganiane są z niektórych cerkwi i kościołów, a pomoc polskiego państwa, w ramach Wspólnoty Polskiej, nakierowana jest przede wszystkim na katolickie kościoły. IPN wydał już kilka książek o „Akcji Wisła”, ale żadnej o zbrodniach UPA w Bieszczadach!

Młodzi Ukraińcy są sympatyczni, otwarci na świat i innych ludzi. U starszych, dostrzegłem w oczach coś, co mnie zaniepokoiło i nie było miłym odczuciem… Ale żeby tylko nie biadolić, opowiem o spotkaniu z młodym (19-20 lat) człowiekiem, który zaczepił mnie, gdy zorientował się, że grupa, w której przebywam, to Polacy. Mówił poprawną polszczyzną, kilka lat temu dowiedział się, że jego pradziad był Polakiem, że ma polskie korzenie. Sam nauczył się języka polskiego, czyta dużo książek, zwłaszcza historycznych, kupionych za pośrednictwem Internetu – pochwalił się, że ma juz ich ponad trzysta…
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Dariusz Skowroński

***

Witam, Panie Stanisławie,

jestem właśnie po przeczytaniu Pana książki „Nienawiść”, po studiowaniu książki Państwa Siemaszko, po czytaniu różnych
stron internetowych na temat ludobójstwa na Wołyniu. Na początku byłem
wściekły, iż nic nie wiedziałem o tym, co się wydarzyło na Kresach. Mając 42
lata nic a nic…….Dziś jest mi smutno, zapalając dodatkowo znicz gdzieś na krakowskim cmentarzu. Przypadek sprawił, iż zagrzebałem się w tych kartach historii.
Teraz ,pozostał tylko smutek i żal , że coraz mniej ludzi wie, coraz mniej pamięta, coraz więcej nie chce pamiętać. Pojawia się pytanie, co mogę zrobić ,
co chcę zrobić z tym co odkryłem i tu dochodzimy do sedna. Czasem zdarza mi się popełnić recital, często śpiewam w gronie przyjaciół , czasem w schroniskach i tu moja prośba: Czy mógłby Pan przekazać mi ( do wykorzystania ) ,któryś z Pana tekstów dotyczący tych strasznych dni, mógłbym postarać się oprawić go w muzykę i wykonywać pośród swoich ballad o życiu codziennym. Oczywiście mogę tego nie poczuć i sprawa upadnie, ale chciałbym spróbować, jakieś wewnętrzne uczucie mnie do tego pcha. Taki pomysł zrodził się i dzielę się nim z Panem, gdyż nic
nie dzieje się przypadkiem. Nawet jeśli ma Pan inne zdanie , albo jest Pan zbyt zajęty to proszę choć o odpowiedź w paru zdaniach. Życząc wytrwałości-Pozdrawiam.
Piotr Bzowski.(www.bzowski.pl

***
29.11.08

Szanowny Panie Stanisławie,

nie będę chyba oryginalny, jeśli pogratuluję Panu „Ukraińskiego Kochanka” . Słowo dziękuję to zbyt mało, aby wyrazić wyraz szacunku za powieść.

Przybliżył mi Pan historię, której nie uczono mnie w szkole, a co najważniejsze ukazuje Pan Polskę, jako wielki i ogromy kraj. Kraj w którym pod jednym dachem mieszkały w symbiozie różne nacje charakteryzujące się bogatą kulturą.
Wstyd się przyznać, ale nie wiedziałem, że Lwów był tak rozwiniętym miastem stanowiącym ważny ośrodek kulturalny i naukowy.

W powieści uderzyły mnie bardzo krótkie rozdziały przez, co książkę pochłania się jednym tchem.

Moim ulubionym fragmentem jest „Rozmowa Ihora z Bogiem” i jej kontynuacja. Jest on bardzo mistyczny i przypomina wymową „Anioły”, o których już wspominałem w poprzedniej korespondencji. Dla mnie jest wyraz najwyższej sztuki. Sztuki w ujęci szerokim, a mianowicie za sztukę uważam wszystko to, co mnie porusza, a jednocześnie zmusza do refleksji i zastanowienia. Wspaniałe.

Bardzo dużą wagę przykłada Pan do pamięci. Słowa : pamięć i wiedza pojawiają się bardzo często w ustach Kuzyna i w pełni się z Panem zgadzam, dlatego też część mojej rodziny znajdzie pod choinką ten prezent.

Zakończeniem mnie Pan zaskoczył. Spodziewałem się sceny podpalenia, tortur rodziny, a Pan ukazał dramat w bardzo delikatnym ujęciu w porównaniu do scen zawartych w „Nienawiści”. Delikatnie, bez epatowania przemocy, a przecie wiemy, że Mitia to twardy facet, który przed niczym i nikim się nie ugnie. Został zupełnie zdeptany jak robak. Czytając, miałem nadzieję, że może oprawcy ulitują się nad swoim ziomkiem. Scena ta ukazuje niewyobrażalną skalę okrucieństwa i przemocy. Osiągnął Pan w tym względzie cel, ukazanie tych tragicznych wydarzeń poprzez tę „mocną” scenę. Możemy domyślać się, co stało się z Kasią i Anną. Ja odczytuje to w sposób następujący :

Oprawcy w tym samym czasie odwiedzi młyn i w męczarniach pozbawili życia resztę rodziny. Opisu tej sceny czytelnikom Pan już oszczędził.

Tak jak wspomniałem powyżej, zupełnie mnie Pan zaskoczył tym zakończeniem. Od początku powieści wiadomo, że główni bohaterowie zginą, ale sposób w jakim Pan to ukazał, zupełnie mnie zaskoczył.

Wielka sztuka. Kończyłem książkę w pociągu w ubiegły wtorek i pomimo, że miałem jeszcze prasę do przeczytania, nie byłem w stanie w trakcie dalszej podróży już nic przyjąć.

Gratuluję i dziękuję.

Zastanawiam się dlaczego tak długo trwała praca na tą pozycją ?

Proszę o wydanie raz jeszcze nie pociętych przez cenzurę tak zwanych autorskich wersji poprzednich Pana powieści dotykających tej tematyki : „Repatrianci”, „Lęk”, „Samotność”, jako wznowień.

Proszę, o ile nie sprawi Panu kłopotu, polecenie pozycji, które powinienem przeczytać, tak aby wiedzieć i pamiętać, i wiedzę tę przekazywać dalej. Proszę o sugestie. Pojawi się wiele pytań w tym zakresie

Podróżując dwa tygodnie temu miałem przyjemność wysłuchać rozmów jedynki prowadzonych o godzinie 17:30 na falach programu pierwszego publicznego radia. Gościm byli Prezes Związku Ukraińców w Polsce i Profesor z KUL, a rozmowa dotyczyła 75 rocznicy wielkiego głodu. Goście, ani prowadzący nie wspomnieli, że w Polsce liczni uciekinierzy znaleźli schronienie przed władzą sowiecką i głodem.

I na koniec mam jeszcze jedno pytanie, które zadała mi znajoma po przeczytaniu „Nienawiści”, a brzmi ono tak : Czy posiada Pan figurkę lub figurki ocalałych z pogromu Aniołów?”

W oczekiwaniu na odpowiedź Serdecznie Pana Pozdrawiam
Maciej Witczak

***
3.12.08

Szanowny Panie,

na wstępie pragnę bardzo serdecznie podziękować za zbiór opowiadań „Nienawiść”, jakie miałem ogromną przyjemność przeczytać.

Pomimo posiadania humanistycznego wyższego wykształcenia, wiedza na temat Kresów była u mnie znikoma. Wręcz równa zeru.
Pierwszy raz usłyszałem na temat ludobójstwa w 2005 roku, na myjni samochodowej. Spotkałem tam mężczyznę rosyjskiego pochodzenia, który wyśmiewał polskie władze za bratnie się z Ukraińcami na Majdanie w trakcie pomarańczowej rewolucji. Zapadły mi w pamięci jego słowa „ wy się z nim całujecie, a oni was mordowali jak gęsi, co za naród”. Nie specjalnie go wówczas rozumiałem i tego, co mówi, ani czego to dotyczy.
Wiedzę na temat wydarzeń na Kresach oraz „kraju mlekiem i miodem płynącego” poznałem z felietonów Księdza Isakowicza Zalewskiego zamieszczanych w „Gazecie Polskiej”.

Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie „Anioły” . Zadaję sobie od tygodnia pytanie: Czy zamieszczone zdarzenie to wymysł dziecięcej fantazji? Czy też opisane wydarzenia walki Aniołów z siłami ciemności są autentyczne?

Za odpowiedź będę bardzo zobowiązany i z góry dziękuję.

Raz jeszcze dziękuję za „Nienawiść”

Z poważaniem
Maciej Witczak

***
5.12.08

Szanowny Panie Stanisławie,

Chciałbym podzielić się z Panem refleksjami na temat emocji, jakie
wzbudziła we mnie lektura Pana książki. Kilka dni temu otrzymałem od znajomego książkę pt. „Nienawiść”. Po przeczytaniu kilku rozdziałów postanowiłem przerwać lekturę, ponieważ wstrząs i emocje, jakie mi towarzyszyły, spowodowały, że z trudem mogłem
skupić się na zadaniach dnia codziennego. Pojawiły się kłopoty ze snem,
zmęczenie w pracy. Jestem ojcem 3 miesięcznej Ani i tym bardziej ciężko
było mi przebrnąć przez opisywane przez Pana tortury dzieci. Nawet teraz
przypominając sobie niektóre sceny, cisną mi się łzy do oczu.
Żyjemy w spokojnych czasach, mówimy o sobie „cywilizowani” i wydaje się,
że coś takiego już się nie powtórzy. Jednak, czy ludzie, którzy żyli w
latach 30-tych, nie uważali tych lat za spokojnych i czy nie uważali się
za cywilizowanych? Czy nie mówili, że czasy kozatczyzny i wbijania na
pal dawno minęły? A jednak zgotowali piekło większe niż za
Chmielnickiego. Dlatego uważam, że jedyną szansą na to jest
przedstawienie tej książki jak największej ilości młodzieży. Nie pod
kątem tego, ile zła uczynili Ukraińcy Polakom, tylko do jakich
okrucieństwo zdolny jest człowiek opętany przez złą ideologię, fanatyzm,
nietolerancję. Człowiek, który jeszcze dzień wcześniej był naszym dobrym
sąsiadem. Gdybym był nauczycielem, kazałbym ją czytać w klasie na głos
uczniom, z którymi jest najwięcej kłopotów wychowawczych.
Istnieją w historii sytuacje przed którymi cofa się ludzka wyobraźnia.
Pan te fakty opisuje w taki sposób, że nie ma ucieczki…

Pozdrawiam
Bartosz Grzesiek z Ostrowa Wielkopolskiego

05.07.16

Dzień dobry

Po długom czasie i namyśle postanowiłem do Pana napisać, bo wraz z upływem czasu jest nas krajanów coraz mniej a takim czuję się względem Pana. Może wpierw się przedstawię. Jestem „prawdziwym Panowiczaninem”, to znaczy takim, który urodził się w Panowicach a moje nazwisko Korolewicz prawdopodobnie nic Panu nie mówi. Muszę powiedzieć, że moja niechęć do zabierania głosu w sprawach Panowic spowodowana była wyłącznie „twórczością” J. Ch. (którego miałem okazję raz spotkać). Choć zdaję sobie sprawę, że każdy autor ma prawo do wypowiedzi na podstawie własnych wspomnień, własnego obrazu doznań oraz relacji świadków tamtych wydarzeń i czasów, to mimo wszystko mają one charakter subiektywny a czasem nawet tendencyjny. Przyznaję, że nie czytałem Pana książek, lecz z okazji ostatnio głośnego tematu ludobójstwa wołyńskiego, przeczytałem w Internecie Pańskie relacje ze stosunków międzyludzkich w Hnilczu. Myślę, że opisał je Pan dość wiernie, tak jak one wtedy wyglądały. Na tym zakończę. Przepraszam. Nie chcę Pana zanudzać moimi myślami, choć one coraz częściej nachodzą. Życzę Panu dużo zdrowia i dalszych twórczych sukcesów pisarskich.

Z poszanowaniem

Teofil Korolewicz

12.05.16

Dzień dobry Panie Stanisławie,

Po lekturze książki „Barbarzyńcy u bram” byłem bardzo ciekaw dalszego ciągu. Długo szukałem u nas w księgarniach i bibliotekach „Spisku barbarzyńców” ale nie udało się. Dopiero gdy tym problemem zainteresowałem największą filię WiMBP w Gdańsku, w ciągu 2-3 tygodni ta pozycja znalazła się u nich na stanie i zostałem jej pierwszym czytelnikiem. Bardzo celnie opisał Pan stan umysłowy elit rządowych i popaprańców medialnych z czasów Rudego Lisa. Ludzie na Pomorzu dość wcześnie wiedzieli co on sobą reprezentuje (ta jego odzywka „Polska to nienormalność”). Słusznie kiedyś JK powiedział, że Durnold Tuske ma oczy wilka. W akcie I, scena V „Hamleta” Szekspira pada zdanie „..można nosić na ustach uśmiech i być łotrem”, co trafnie pasuje do obecnego naczelnego folksdojcza z Brukseli. Tak jak rozwalił Polskę, daj Panie Boże żeby rozwalił Eurokołchoz.

Przy okazji lektury stwierdziłem 25 błędów. Szkoda, że nie doszło do zapowiadanej przez Pana korekty tej książki dla mnie, bo ja naprawdę mam bardzo czujne oko.

Pozdrawiam

Ryszard Winerowicz

PS. Czy prof. Pszczoła to Miodek?

23.04.16

Agnieszka Andrzejewska 23 kwietnia 19:00

Szanowny Panie Stanisławie,
piszę aby wyrazić ogromne wyrazy szacunku i podziwu dla Pana wnikliwej i od lat konsekwentnej pracy na rzecz odkrycia i przywrócenia pamięci o ludobójstwie wołyńskim. Dziękuję Panu jako studentka historii – dla której prawda jest wartością kardynalną – oraz młoda patriotka. Życzę Panu dalszych sukcesów literackich oraz wytrwałości w dalszej walce o pamięć.

12.04.16

Szanowny Panie Stanislawie,

jestem zaszczycona, ze poznalam Pana. Po zebraniu w Swidnicy Panie mowiy, ze bardzo trudno jest czytac te ksiazki. Na pewno tak jest, gdyz wiemy, ze sa to historie prawdziwe.
We wtorek jechalam pociagiem z Wroclawia do Gdyni. Bylam bardzo zmeczona i spica. Czytalam czasopisma i nie moglam sie skoncentrowac. Po chwili zaczelam czytac „Strach”. Po przeczytaniu kilku stron juz nie bylam senna. Czytalam w skupieniu. Momentami czulam, ze tam jestem, ale byl to moj powrot do dziecinstwa. Takich opowiadan o zbrodniach i okrucienstwie slyszalam w domu moich Rodzicow. Wielka szkoda, ze Mamusia nie poznala Pana wczesniej. Uwielbiala czytac ksiazki. W dalszym ciagu ma dobra pamiec
Dochodzi polnoc i jutro mam kilka spraw do zalatwienia. Ide juz spac.
Dawniej pisalam ladna polszczyzna. Prosze o wybaczenie.

Pozdrawiam serdecznie.
Mam nadzieje, ze znajdzie Pan czas na kontakt.

Z powazaniem
Anna Cegielska

03.12.15

Po

Anna Cecyl
3 grudnia o 17:21

Dziękuję! Szanowny Panie Stanisławie, zapomniał Pan, jak zwykle o sobie, Pan też jest emerytem i tytanem pracy, co z podziwem i pogłębiającym się szacunkiem wciąż obserwuję. Przy okazji chciałam serdecznie Panu podziękować za wspaniałą twórczość, za całokształt Pańskiej tytanicznej pracy. Pana książki są dla mnie czyś niesamowitym. Ostatnio przeczytałam „Strach”, to powinien przeczytać każdy Polak, Niech Dobry Bóg obdarza Pana zdrowiem na długie lata. Jest Pan Skarbem Narodowym.

Lubię to!
Dodaj komentarz

27.10.15
Witam,

przeczytałem ostatnio trzy Pana książki: „Ukraiński kochanek”, „Zdrada” i „Ślepcy idą do nieba”. Temat ukraińskiego ludobójstwa na Polakach w czasie ostatniej wojny jest mi znany, ale sprawy poruszone przez Pana w oparciu o pamiętniki ludzi, którzy przeżyli to piekło są straszne! Życzę wielu lat w zdrowiu i jednocześnie proszę kontynuować temat Kresów ku przestrodze.

Pozdrawiam

Marek z Kielc

05.10.15

Szanowny Panie Stanisławie!

Przeczytałem Pańskie opowiadania z tomu „Nienawiść”. Muszę przyznać,że mają one siłę rażenia bomby atomowej. Dawno nie czytałem tak wstrząsającej i drastycznej prozy. Momentami przywodzi mi na pamięć „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego. „Nienawiść” robi duże wrażenie i powoduje w umyśle czytelnika spore spustoszenie. Gratuluję bezkompromisowości i pozdrawiam.. Janusz Koryl

05.10.15

Szanowny Panie Stanisławie,

Po siedmiu latach oczekiwania w końcu trzymam „Nienawiść”. Mimo że
jestem wnukiem pokolenia, które Pan opisuje to czułem w bliskich strach
przed wydarzeniami o których nie miałem zbyt dużego pojęcia, a które Pan
opisuje. Swoją literaturą otwiera Pan drzwi