Tłumaczenia

LIST DO BARBARZYŃCÓW

Elegia

Śmiertelna zaraza  pożerała helleńskie wojska.
Na nic się zdało wzburzenie Achillesa i wycie Agamemnona.
Dowódcy armii radzą, co czynić, by odwrócić gniew bogów.
Tak się zaczyna wojna trojańska,  która pochłonie tysiące ofiar.

Któż dzisiaj odwróci losy Europy i świata, kiedy śmierć
zbiera czarne żniwo? Kto pojmie nową klątwę i zajrzy
w głąb istnienia, by ogarnąć, co się z nami naprawdę stało?
Kto będzie miał odwagę zawołać: Panie, nie patrz
na nasze czyny, lecz na ojców naszych wiarę?

Widzę  szyderczy śmiech  mistrzów obłudy,  kreatorów pustki
i koryfeuszy  zboczeń. Słyszę szepty intelektualnych oszustów
i wirtuozów zepsucia. Wykrzywiacie cynicznie  wargi  
z pogardą  w oczach. Pytam więc: gdzie wasz  nowy Homer,
źródło metafizycznych  zdarzeń?
Gdzie  Horacy i  Gravitas Romana?Gdzie wasza nowa Pieśń nad Pieśniami?
Gdzie nowy  Dante, Rafael i Beethoven?
Gdzie  Fidiasz, Caravaggio i El Greco?
Gdzie  Dostojewski i Garcia Marquez?

Praliście swoje moralne brudy na deskach teatrów.
Ganialiście nadzy po przedszkolach, raniąc niewinność
dzieci. Wasze filmy zamieniały piękno w  błoto i gnój.
Wasze rzeźby torturowały dobry smak. Wasze obrazy
pożerały historię wrażliwości. Wasze wiersze pluły
chorobami umysłu i językami obłudy. Wasze pieśni
niszczyły miłość i wiarę.

I oto wasza sztuka legła w gruzach. A wasze zwyrodniałe idee
płyną w rynsztokach. Zaraza pożera płody waszych chorych umysłów.
Unieważnia wasz świat cynizmu i podłości. Na darmo  wasza pogarda,
arogancja i prostactwo. Karmią się  własną  próżnością.

Słyszę jadowity  syk węża. To wasza  buta, zawiść i mania wielkości
tak syczą. Rechocze  głupota i  pycha.  Zbyt wiele ruin,  brudu
i śmieci za wami! Zbyt wiele podłości i zdrad! Sprofanowaliście cmentarze
i groby historii,  Zdeptaliście pamięć pokoleń, tworząc złudzenie,
że budujecie  Nowy Świat. A wy ten świat zepchnęliście  w otchłań śmierci.

O, nędzny czasie! Epoko pozorów i pustki! Pycho  bluźnierców! 
Elito degeneracji! Wieku szalbierzy i faryzeuszy!
Gdzie twoi wielcy synowie? Gdzie  Poważne Pytania?
I Rozumne Głowy?   Gdzie pokora, prawda i powaga ludzkiej godności?

Wciąż słyszę  pienia sytych i bogatych. Wciąż widzę deptane narody,
języki i kultury. Zło się maskuje i świeci w oczy odbitym blaskiem.
Wasze peruki gniją  za stodołą.  A  cierpienie ludów kuli się w zaułkach
wielkich miast i  w wiejskich chatach. Płaczu niewinnych ludów nikt nie słyszy.
Skomlą ściany. I jęczą kamienie.  Oto wasz  majestatyczny smutny postęp,
czciciele  posągów pychy.
Cóż pozostawiliście po sobie geniusze ułudy?
Jaką potęgę? I jaką jasność umysłu?
Chcieliście, by dusza umarła. A to świat bez duszy umiera.
Jakie mity zostawiliście po sobie? Jakie legendy?
Tylko puste wiadra i śmietniki pełne szczurów. 
Wasze maski zszarzały. Wasze peruki gniją.
Czy słyszycie ten rechot historii?
I wycie szakali?  To umiera ostania wasza fraza.
Żydzi domagali się znaków. Grecy mądrości i piękna,
Rzymianie formy, a wy? Wy, konacie w nicości.
A wasz strach wybałusza oczy.  Rozpacz i trwoga
niosą się przez kontynenty. Na nowo musimy odkrywać
znikomość królewskich gestów i bezużytecznych  pojęć,
jak mówi poeta. Następuje erozja sztuki. Robaki pożerają
pulsującą ciszę. Oddychamy ogniem i śmiercią.
Prawda zakopana w szpitalach, dopowiada mędrzec. 
Strumyki i lasy  od nowa uczą się naszej mowy.
Nadchodzi granatowa, zimna noc. Wypełnia się  apokalipsa.
Pora najwyższa  pomyśleć o wieczności
i nieskończoności  świata.

26.03.20

ПИСЬМО ВАРВАРАМ

(Tł. Andrej Sharan )

Смертельная чума пожирала эллинские войска.
И напрасны стенанья Ахилла и вой Агамемнона.
Командиры армий советуются, что делать, дабы отвлечь гнев богов.
Так начинается Троянская война, повлекшая за собой тысячи жертв.

Кто сегодня отвернет судьбу Европы и мира, когда смерть
собирает свое черное жниво?
Кто поймет новое проклятие и заглянет вглубь бытия, чтобы осознать, что с нами на самом деле произошло?
У кого хватит смелости воскликнуть: Господи, не смотри
на дела наши, а на отцов наших веру?

Я вижу насмешливый смех мастеров лицемерия, мастеров пустоты и корифеев извращений.
Я слышу шепот интеллектуальных мошенников и виртуозов порчи. Вы цинично кривите губы
с презрением в глазах. Поэтому я спрашиваю: где ваш новый Гомер, источник метафизических событий?
Где Гораций и Gravitas Romana?
Где ваша новая Песня Песней?
Где новый Данте, Рафаэль и Бетховен?
Где Фидий, Караваджо и Эль Греко?
Где ваши Достоевский и Гарсия Маркес?

Вы стирали грязное бельё своих черных душ прямо на театральных подмостках.
Вы оголялись и бегали нагишом по детским садам, ранив детскую невинность.
Ваше кино превращало красоту мира в грязь и дерьмо.
Ваши скульптуры распинали хороший вкус.
Ваши картины пожирали историю чувств. 
Ваши стихи плевались болезнями ума и языками лицемерия.
Ваши песни уничтожали любовь и веру.

И вот ваше искусство развалилось.
И ваши дегенеративные идеи плавают в сточных канавах.
Чума пожирает плоды ваших больных умов.
Отменяя ваш мир цинизма и подлости.
Напрасно ваше презрение, высокомерие и прямота.
Они питаются собственным тщеславием.  

Я слышу ядовитое шипение змеи. Так шипят ваша обувь, зависть и мания величия. Глупость и высокомерие. Слишком много руин, грязи и мусор за вами! Слишком много подлости и предательства!
Вы осквернили кладбища и могилы истории, вы растоптали память поколений, создав иллюзию, что вы строите новый мир.
И этот мир вы столкнули в бездну смерти.

О, жалкое время! Эпоха притворства и пустоты! Высокомерие богохульников!  Элита вырождения! Века шалберов и фарисеев!
Где твои великие сыновья? Где Серьезные Вопросы?
И Разумные Головы? Где смирение, истина и серьезность человеческого достоинства? 

Я все еще слышу пень сытого и богатого.
Я все еще вижу попираемые народы, языки и культуры.
Зло маскируется и светит в глаза отраженным светом.
Ваши парики гниют за сараем. И страдания народов грудятся в переулках больших городов и в деревенских избах. Плача невинных народов никто не слышит.
Скулят стены. И стонут камни. Вот ваш величественный печальный прогресс, почитатели статуй гордыни.

Что вы оставили после себя, гении иллюзий?
Какую силу? И какую ясность ума?
Вы хотели, чтобы душа умерла. А это мир без души умирает.
Какие мифы вы оставили после себя? Какие легенды?
Только пустые ведра и мусорные баки, полные крыс.
Ваши маски поседели. Ваши парики гниют.
Вы слышите это кваканье истории?
И вой шакалов? Это умирает последняя ваша фраза.
Евреи требовали знаков. Греки мудрости и красоты,
Римляне формы, а вы? Вы умираете в небытии.
И ваш страх выпучил глаза. Отчаяние и тревога
несутся по континентам. Мы должны заново исследовать
ничтожность королевских жестов и бесполезных понятий,
как говорит поэт. Происходит эрозия искусства. Черви пожирают
пульсирующую тишину. Мы дышим огнем и смертью.
Правда похоронена в больницах, утверждает мудрец.
Ручьи и леса заново изучают нашу речь.
Наступает темно-холодная ночь. Апокалипсис завершается.
Пора думать о вечности
и бесконечности мира. 

26.03.20

Wiersze po rosyjsku – Tł. Andrej Sharan


PASAŻEROWIE JĘZYKA 

Za bardzo się stapiamy z ciemnościami, Polsko,
z mrokiem i krwią. A przecież
ogromne konary światła wciąż nas rozjaśniają.

Te sińce duszy, wyrwy lęku, te doły strachu
nie mogą nas paraliżować. Brakuje nam czułości,
miłosnych szeptów duszy, ukojeń pamięci.

Pasażerowie języka odjeżdżają
bez pożegnania.

Twarze nadpływają i odpływają,
rośnie milczenie gwiazd. 

Jesteśmy szelestem czasu. Umarli są powietrzem,
którym oddychamy. Chodzimy po umarłych
jak po polu,  depczemy ich nogi, włosy, słowa,
oddechy.

Cisza popada w obłęd.

Ale to jeszcze nie rozpad duszy, Polsko,
nie destrukcja głębi.

Tętno życia wciąż  wyczuwalne.

Cierpienie nie schodzi z ust i wszystkie
drogi prowadzą przez ból, lecz wyśpiewuje
nas utajona jasność.

Przyszłość  żyje w przeszłości,
pamięć  w języku. Jesteśmy śladami umarłych,
myśli się łuszczą.

ПАССАЖИРЫ  ЯЗЫКA

Мы слишком тесно сливаемся с тьмой, Польша,
с мраком и кровью. Но
огромные ветви света все еще освещают нас.

Эти  синяки души,  разрывы тревоги, ямы страха
они не могут нас парализовать. Нам не хватает нежности,
любовного шепота души, умиротворение памяти.

Пассажиры языкa уезжают
не  прощаясь.

Лица плывут и уплывают,
растет молчание звезд.

Мы – шорох времени. Мертвые – это воздух,
которым мы дышим. Мы ходим по умершим
как по полю, топчем их ноги, волосы, слова,
дыхание.

Тишина впадает в безумие.

Но это еще не распад души,,
не разрушение глубины.

Пульс жизни все еще ощущается.

Страдания не сходят с уст и все
дороги ведут через боль, но поет
нам скрытая ясность.

Будущее живет в прошлом,
память на языке. Мы – следы умерших,
мысли рассыпаются.

CIEMNY GŁOS KRWI

Wyśpiewaj ptaku wewnętrzne światło!
Uraduj pieśni dłonie i usta! Ogłoś się ogniu!!
Tańczcie płomyki oczu!

Zbyt wiele w nas  ran, cmentarzy i trumien,
zbyt głęboko dotknęły nas groby.

Guo vadis  śmierci?  W czarnych szwach
strachu wyje miłość. Z zatoki  ust
wciąż wypływają białe żaglowce wiary.
W oczach kwitną białe drzewa.
Flotylla spojrzeń zmierza ku życiu.

Jest jeszcze uśmiech, słońce w
głosie, w jabłoni i pięknie.
 
Śmierć  nie jest ostateczna. Kiedy konamy,
boimy się tylko bólu. Ale i wtedy
w naszych dłoniach, w ich głębi, pod skórą,
świeci słońce, śni krew, szepczą owoce,
tętni nieśmiertelność.

Światło śpiewa, nasze usta się  błąkają
w poszukiwaniu miłości. Ciemny głos krwi
wciąż nas rani, ale i leczy naszą udręczoną duszę.

ТЕМНЫЙ ГОЛОС КРОВИ

Пой птице внутренний свет!
Порадуй песней лодони и уста! Объяви себя огнем!!
Танцуйте огоньки глаз!

Слишком много в нас ран, кладбищ и гробов,
слишком глубоко нас тронули могилы.

Guo vadis смерть? В черных швах
страха воет любовь. Из пазухи рта
еще плывут белые парусники веры.
В глазах цветут белые деревья.
Флотилия взглядов движется к жизни.

Есть еще улыбка, солнце в
голосе, в яблоне и в красоте.

Смерть не конечная. Когда мы умираем,
мы боимся только боли. Но и тогда
в наших руках, в их глубине, под кожей,
светит солнце, снится кровь, шепчутся плоды,
пульсирует бессмертие.

Свет поет, наши губы блуждают
в поисках любви. Темный голос крови
все еще ранит нас, но и исцеляет нашу измученную душу.

 CZYM JEST POEZJA

Poezja żyje w ciemności, łzach i  krwi.
To liryka śmierci.

O, poeci,
za dużo wierszy o ptakach i bzach,
kiedy zbrodnie są nierozliczone,
a mordercom stawia się pomniki,
tracimy rozeznanie,
kto jest kim i co znaczy.

Dobro i zło, prawda i kłamstwo,
mieszają się,
a piękno ginie w pustce.

Nie szukajcie błyskotliwych metafor,
ani modnych obrazów,
kiedy płoną żywi ludzie
i kona wszelki sens.

Z metafor ścieka  pot,
symbole gniją w chorych umysłach,
a strofy toną w mroku.

Porzućcie liryczne ojczyzny,
w których ćwierkają wróble,
kiedy giną narody.

Nie pławcie się w słonecznych dopływach
języka, kiedy świat karmi się strachem,
trupami i krwią.

29.04.2020

ЧТО ТАКОЕ ПОЭЗИЯ

Поэзия живет в темноте, в слезах и в крови.
Это лирика смерти.

О, поэты,
слишком много стихов о птицах и сирени,
когда преступления не учтены,
а убийцам ставят памятники,
мы теряем понимание,
кто есть кто и что значит.

Добро и зло, правда и ложь
перемешались
а красота погибает в пустоте.

Не ищите блестящих метафор,
ни модных образов,
когда горят живые люди
и умирает всякий смысл.

Из метафор капает пот,
символы гниют в больных умах,
и строфы тонут во мраке.

Откажитесь от лирической Родины,
в которых щебечут воробьи,
когда гибнут народы.

Не купайтесь в солнечных притоках
языка, когда мир питается страхом,
трупами и кровью.

29.04.2020

 MATKA POCHYLONA
 
Zgarbiony  wieczór przygniatał matkę do ziemi,
jej głowa zwisała nad stołem jak zgaszona lampa.

Zastygły głosy ptaków, a spomiędzy gałęzi wyzierały
zimne ręce wiatru.

Pustynia słońca zasypiała  w głębokich wiadrach.
Zagubiona notatka księżyca szeleściła
za oknem, a moja dłoń jak zbłąkany pielgrzym,
na oślep szukała mówiącej drogi.

Słyszałem  cichy płacz duszy, chwiało się lato,
a śmierć stąpała pod płotami na palcach  jak cień.

Czerwona kolonia snów wije się do dzisiaj
jak kręta ścieżka po moich nocach.

Z tamtej rany mroku sączy się cichy
szept historii.

30.03.20

МАТЬ НАКЛОНЕННАЯ

 Сгорбленный вечер придавил мать к Земле,
ее голова свисала над столом, как потушенная лампа.

Застыли птичьи голоса, и вырвались из-под веток
холодные руки ветра.

Пустыня солнца засыпала в глубоких ведрамх.
Потерянная записка Луны шуршала
за окном, и моя рука, как бродячий Пилигрим,
на ослеп искала дорогу.

Я слышал тихий плач души, качалось лето,
а смерть ступала под заборами на цыпочках, как тень.

Красная колония снов корчится по сей день
как извилистая тропа среди моих ночей.

Из той раны мрака сочится тихий
шепот истории.

30.03.20

MATKA MODLĄCA

Jej usta płynęły jak łódka
urwistymi brzegami słów.

Różaniec myśli jak skapywanie
kropel ciszy w dolinie śpiących rzek.

Przez skraj wieczoru przeciekały
głuche westchnienia ścian
i słyszało się ciemne skomlenia okien.

Wyłuskany z chmur drobny pyłek gwiazdy
unosił się jak świetlisty ptak
nad wodami.

Strach  rozwoził po polach chochoły,
a matka tkała z oddechu szal miłości
i owijała moje lęki.

W krzakach obcej mowy syczały żmije
i wbijał się w niewinne ciała
żelazny tryzub.

Płonęła krew, a czerwony las
ruszał w góry.

МОЛЯЩАЯСЯ МАТЬ

Ее губы текли, как лодка
обрывистыми краями слов.

Четки мысли как капель
тишины в долине спящих рек.

Сквозь кромку вечера просачивались
глухие вздохи стен
и слышалось темное завывание окон.

Выброшенная из облаков мелкая звездная пыльца
парила, как светящаяся птица
над водами.

Страх развозил по полям хохолы,
а мать плела своим дыхания шаль любви
и окутывала мои страхи.

В кустах чужой речи шипели гадюки,
и впивался в невинные тела
железный тризуб.

Горела кровь, и красный лес
двигался в горы.

WHY ARE YOU STEPPING OUT ON ME!?

The story takes place in contemporary times in a private house. The elderly yet vital protagonists,  Husband – Charles,  Wife – Kinga, 15 years his junior as well as the Guest – Mark (who will join later). The Husband and Wife spend the evening sitting in their armchairs, occasionally rise and walk about the room. They both look like they are in good shape, the atmosphere is relaxed, the couple sip wine, talk.  At one point, the husband goes through a drawer and looks for a letter. The flat is modest but tastefully decorated. There are lots of fine contemporary paintings on the walls among others a portrait of Bruno Schulz and that of the Husband. An imposing library. And there are two walls with peculiar objects, knives and ropes. There is also a large display of family photographs, of two genealogical trees (one of the Husband and the other of his Wife), of the children and grandchildren.

                            SCENE I

MUSBAND       You know…..( pensive)

WIFE                  Yes, darling?

HUSBAND         I was wondering…..

WIFE                  Go on. 

HUSBAND         For some time I’ve been troubled  with the thought that there’s  something important in life that one has failed to… 

WIFE                  Failed to do what?

HUSBAND         … that we have failed to do….

WIFE                  We?

HUSBAND         Yes, we.

WIFE                  You and me?   

HUSBAND         Yes, you and me.  

WIFE                  What do you mean?

HUSBAND         I’ve been thinking about certain failings, imperfections….. the very things that we missed.

WIFE                  And what did we miss?

HUSBAND         You know, at our age…

WIFE                  You mean at your age!? You’re forgetting I’m fifteen years younger than you.  

HUSBAND         Well, all right. You are indeed much younger, nevertheless….

WIFE                  Nevertheless what?

HUSBAND         Nevertheless, the thing that could make it better is clear identification marks….

WIFE                  What?

HUSBAND         Identification marks.  

WIFE                  What do you mean identification marks?  Is our son  not enough? Isn’t he our most important identification mark?

HUSBAND         No, I mean, yes, you’re right, a son is a son, our most important mark…. identification mark. There’s nothing like it…

WIFE                  What is it then? What are you driving at?

HUSBAND         I mean in each man there is still something like a desire for confirmation…

WIFE                  For confirmation?

HUSBAND         Yes, for confirmation.

WIFE                  Pardon me? What sort of confirmation?   

HUSBAND         Well, the confirmation of what makes us realise that we existed,  lived, went through something, that we thought, experienced, acted…

WIFE                  So you still need confirmations of all this?

HUSBAND         I mean the thing we call memory…  I realised the other day that we wrote too few letters to each other….

WIFE                  What on earth has come over you?

HUSBAND         I just thought that we didn’t correspond with each other….

WIFE                  Now is the time for you to think about it!

HUSBAND         You know how it is. You sit for days on end thinking…

WIFE                  So, don’t think too much, dear. Too much thinking breeds demons ….. (laughing). Maybe they have nailed you already?!

HUSBAND         Please….

WIFE                  Well, all right, all right. Sorry.

HUSBAND         Don’t you sometimes feel like looking closely at how things were with us? What we talked about, what atmosphere there was at our place, what feelings consumed us, what was good, and what was bad…?!

WIFE                  And what should have been between us? We both know what was good and what was bad. At the end of the day, we clearly remember everything. We have been married…

HUSBAND         For fifty years.

WIFE                  (sourly) Do you have to rub it in? 

HUSBAND         I appreciate your sense of humour, sweetheart, but….

WIFE                  But what?

HUSBAND         But I’m light on tangible evidence….

WIFE                  Tangible evidence?! For life?!

HUSBAND         As confirmation of the fact that things were the way they were.

WIFE                  What things?

HUSBAND         Well, our things, our life, subsistence, existence, destiny…

WIFE                  I don’t get it. What are you driving at?

HUSBAND         Aren’t you interested to know how things really were?

WIFE                  Really? You must be mad! What do you mean by really? Are you questioning the fact that we have been married? That I have been your wife? And you have been my husband? Do you want to know if it really happened?!

HUSBAND         Sweetheart, do not reduce everything to the absurd, to the grotesque.

WIFE                  I’m not, but I can’t see what you are implying. You do know we have been married. You do, do you?

HUSBAND         Well, I do.

WIFE                  Well then, what else do you need? What are you looking for?

HUSBAND         Exactly. What. That is the question.

WIFE                  ( laughing) Don’t be a Hamlet. For if you do, you will arrive at the phrase  (acting out).. “For who would bear the whips and scorns of time?”

And this phrase sounds sinister.

HUSBAND         Well done, you remember the scenes from Shakespeare. This will make things easier for us.

WIFE                  Which things?

HUSBAND         That’s what I want to talk to you about.

WIFE                  Could you be more specific, please?

HUSBAND         About a letter.               

WIFE                  Which one?   

HUSBAND         The one you wrote me fifty years ago.

WIFE                  I wrote you a letter? Fifty years ago?

HUSBAND         Yes, that’s right. Fifty years ago.

WIFE                  Are you sure?

HUSBAND         Absolutely. 

WIFE                  Are you sure it was me?

HUSBAND         Who else could it have been? You. Only you. And you did it with your own fair hands.

WIFE                  I don’t remember. Haven’t you got it wrong?

HUSBAND         No, I haven’t.

WIFE                  And do you have this letter?

HUSBAND         I do.

WIFE                  Here at home?

HUSBAND         Yes, here at home. Somewhere in the drawer.

WIFE                  Will you show it to me?  

HUSBAND         Sure, I will. That’s what I want to talk to you about.   

WIFE                  Is it so important?

HUSBAND         Very important.

WIFE                  Why?

HUSBAND         Because there’s something absolutely essential in it.  

WIFE                  What is it??

HUSBAND         I can’t express, formulate, elucidate it….

WIFE                  You, of all people, can’t elucidate it? You, the writer?! A thinker, a master of words?!  

HUSBAND         Exactly, me, the writer ….. er…. a master of words. It’s something deep inside that cries out for being given voice,  calls for an  explanation, is intrusive , badgers you, but remains unidentifiable.  

WIFE                  Another hint at identification?

HUSBAND         Yes, identification.

WIFE                  What do you mean?  

HUSBAND         This state of our psyche…. consciousness….subconsciousness … memory…  perhaps imagination and will; all that makes us responsible people.

WIFE                  Well, well, you mounted a high horse. And I’d thought you merely had that stupid letter in mind.

HUSBAND         Anything but stupid!

WIFE                  All right then, don’t be cross. You mean a letter?

HUSBAND         Yes, I mean a letter. A letter and….

WIFE                  So not just a letter?  

HUSBAND         You know, to my mind, it seems like a more profound, more significant matter. Philosophical I would say.

WIFE                  Our life?

HUSBAND         Yes, our life. Oh, now I know, I’ve come up with the right word, I think…..

WIFE                  Which word?  

HUSBAND         Sense.

WIFE                  Sense? The sense of what?

HUSBAND         This is what occupies my mind.

WIFE                  Which is supposed to be my letter? My letter to you?

HUSBAND         Don’t you remember that letter?

WIFE                  ( firmly) No!

HUSBAND         You don’t remember writing a letter to me. The only one.

WIFE                  The only one? Didn’t I write you any other one? No, this is rubbish….

HUSBAND         If my memory serves me right, you wrote one more.

WIFE                  Just the two of them?  

HUSBAND         Yes, just the two of them.

WIFE                  During my entire life?

HUSBAND         Yes, during your entire life.

WIFE                  After half a century of marriage, I’m finding out that my husband is tortured by a letter which I apparently wrote one day.

HUSBAND         I keep coming back to it, I keep reading it again and again. I live and breathe it.

WIFE                  You are talking about the other letter?

HUSBAND         No, about the first one.

WIFE                  Do you keep reading it? Again and again?

HUSBAND         Yes, I keep reading it again and again, I keep thinking about it, I keep wondering what it means and I keep examining it. This one sentence in particular.   

WIFE                  Which sentence?

HUSBAND         It’s horrible! Sinister I should say.

WIFE                  Horrible? Sinister?

HUSBAND         Yes, precisely. Horrible, sinister!

WIFE                  Why? 

HUSBAND         Because I keep having nightmares, phantoms, hallucinations each time I read it.

WIFE                  Aren’t you blowing things up out of all proportion? Are they that bad? Does the other letter also make you anxious?  

HUSBAND         Maybe not so much as the first one, but it does distress me. I bear it in mind, I clearly remember all your said, especially this one sentence.

WIFE                  One sentence again? Like in the previous letter?

HUSBAND         Yes, the one sentence. Like in the previous letter.

WIFE                  But letters tend to contain lots of sentences.

HUSBAND         But there is always some sentence, the one that particularly sticks in one’s memory. And it sticks like a splinter.

WIFE                  Isn’t it a figment of your imagination? Or a product of a sick mind?  

HUSBAND         Don’t be surly, sweetheart. Do you want to insult or humiliate me?

WIFE                  No, by no means. But I do know that your fantasy conjures up unimaginable, astonishing visions. It just crossed my mind that perhaps….

HUSBAND         … that perhaps I got ideas?  

WIFE                  Not exactly  ideas. I’m simply looking for grounds, origins….

HUSBAND         You see, you have nailed it….

WIFE                  What have I nailed?  

HUSBAND         The fact that we are in search of origins. That we want to know as much as possible and go to great lengths to look into our world,  lives, surroundings, conflicts, tensions, dramas, self-knowledge. And finally, into the proofs we have. That something was such and such. Put in another way, we are constantly after something … confirming   facts, ideas, let alone delusions, illusions, ravings….

WIFE                  Now I have found out about something you have kept from me for half a century.

HUSBAND         Don’t talk out of the back of your head! I have never kept anything from you.

WIFE                  What do you mean you never have? You did say so a moment ago.

HUSBAND         I said what?

WIFE                  Well, that you had been tormented by one sentence.

HUSBAND         I have, but I have never concealed it. I just kept thinking about it. It disturbed me, but I didn’t conceal it.

WIFE                  What nightmarish sentence is that? Are you sure it was me who wrote it?

MĄŻ                   It was you for sure. But it won’t explain an episode from our life.

WIFE                  And what sort of episode do you mean?  

HUSBAND         A very important one. And that’s why I wanted to talk to you about it today.

WIFE                  Talk to me just about that particular sentence?  

HUSBAND         Sweetheart, I reiterate: it wasn’t just one sentence or any sentence. It was a very important sentence concerning a very important episode. And I would like to explain things once and for all.    

WIFE                  It never occurred to me that I could have written anything like that. And that something can be written only to be remembered for half a century.  Let me see that letter.

HUSBAND         ( rising) I think it’s somewhere here ( he opens one of the drawers)

SCENE II    

 The same arrangement.

HUSBAND         ( demonstrating a letter) There you go, this is the letter.  In red ink.

WIFE                  In red ink?

HUSBAND         Yes, in red ink.

WIFE                  ( indignant )  I have never written in red ink. The letter isn’t mine.

HUSBAND         It’s yours, darling, yours. It was you who wrote it.  

WIFE                  Are you sure it was me?

HUSBAND         Absolutely. These are your words. It was you who wrote them in red ink. ( showing her the letter ) Don’t you recognise it?

WIFE                  ( looking from a distance, firmly  ) No!

HUSBAND         But this is your handwriting, your style, language, means of expression….

WIFE                  ( angrily) But I have never written in red ink.

HUSBAND         ( handing  the letter to her) Take a close look….

WIFE                  ( taking the letter and looking at it) No, it wasn’t me who wrote it. It must have been another woman. Maybe one of your ….             

HUSBAND         Sweetheart, what do you mean by another one? What do you mean by “my”?  After all, you know….  

WIFE                  ( resentful ) What is it that I know?

HUSBAND         That I haven’t had any other woman.

WIFE                  And how about this letter?

HUSBAND         What do you mean?   

WIFE                  Well, the red ink?

HUSBAND         You might have forgotten….

WIFE                  Don’t press me. I said it wasn’t me and that’s it.

HUSBAND         The letter provides a description of a situation…..

WIFE                  What situation?

HUSBAND         The one that shows the existence of a conflict between us….

WIFE                  What do you mean?  

HUSBAND         Let’s read the letter. Do you want to read it?

WIFE                  (  sulking, gives the letter back) No, I don’t. Why don’t you read it for your own sake?

HUSBAND         Not for my sake, but for our sake.  

WIFE                  ( grumpy) Well, all right, for our sake.

HUSBAND         ( reading) “My dearest….”

WIFE                  ( resentful, repeating to herself scornfully)  “My dearest…?!” 

HUSBAND         ( repeats)  “My dearest…”

WIFE                  ( jealous) You don’t need to repeat it twice…. Is it that important for you?  

HUSBAND         No, sweetheart, not so important…. Even though this expression … may be important, it is not the most important one.…

WIFE                  So we’re in for something even more important?

HUSBAND         Yes, sweetheart, there will be something more important.

WIFE                  Well, I never.

HUSBAND         Can I read on?

WIFE                  If you have to?!

HUSBAND         I don’t have to. I want to.

WIFE                  Well, go on.

HUSBAND         “My dearest”….

WIFE                  Is that what it says?

HUSBAND         Yes, precisely. ”My dearest”…

WIFE                  Well, no, you have gone overboard with this….That’s what she used to call you?

HUSBAND         Sweetheart, I beg of you….

WIFE                  Read on, but no more “my dearest”. It’s unbearable.

HUSBAND         ( in a conciliatory spirit) All right, sweetheart, let me read on…  “Why is this existence in need of pain?”

WIFE                  What did you say?

HUSBAND         Pain.

WIFE                  What pain? That’s absolute rubbish.

HUSBAND         Well, this is what you are saying….

WIFE                  Me? But I’m driving it home to you like to a child…

HUSBAND         Well, all right, all right….

WIFE                  What do you mean “all right”?

HUSBAND         Let’s show some goodwill…. I read on….

WIFE                  ( grumbling) I’m full of goodwill.  Read on…

HUSBAND         “I was leaving slowly and felt the arms of pain embracing me…

WIFE                  ( grumbling ) A poetess or what?! Ugh, “The arms of pain”?! She sounds like a hack or something!