Publicystyka

Będą tu prezentowane felietony lub fragmenty felietonów, wcześniej publikowanych w „Warszawskiej Gazecie”. Najnowszy felieton nosi tytuł, „Co to jest polskość?”. Występuje on pod hasłem „Jadłospis”. Oto kawałek z tego felietonu, kto chce poznać cały, kieruję do „Warszawskiej”. Warto ją poczytać. Sporo ciekawych i ważnych materiałów. Różne punkty widzenia na rzeczywistość. Czasami pojawią się tu także autonomiczne teksty, w zależności od wagi wydarzeń.

Jadłospis

(…) Polskość to wciąż tradycja, historia, terytorium, obyczaje,  kultura, język, pamięć, a nawet kuchnia i symbole.  Ale w obecnych czasach, to przede wszystkim interes narodowy. O tym jeszcze nie mówiliśmy. A on obecnie jest najważniejszy. Właśnie,  interes narodowy, jako podstawowa kategoria obrony polskości. Obrona tego, co przez wieki wypracowywały pokolenia, całe generacje naszych dziadów i pradziadów,  a więc głównie obrona wolności, suwerenności i niepodlegości, jak też kultury, wiary, godności i dumy narodowej.

Czy współczesna władza dba o te wartości? Czy chroni swój naród przed zniewoleniem i nieustającym kolonizownaiem umysłów? Czy w relacjach międzynarodowych dba o zachowanie siły i dobrze chroni nasze granice? Czy szczególnie teraz, kiedy trwa wojna na Ukrainie, polska władza wystaraczająco dba o polskie interesy narodowe, czy raczej niewolniczo ugina kark przed potęgą państw trzecich? Nie na każde pytanie padnie godna polskości odpowiedź. Coraz donioślejsze jawią się głosy w naszym kraju, mówiące o tym, że wręcz niewolniczo pozbywamy się prerogatyw polskości. Nie rozumiemy np. głoszenia przez prezydenta nie do końca jasnej unii polsko-ukraińskiej, bez zasięgania w tej materii opinii publicznej.   Nie rozumiemy takiej postawy bez uprzedniego wyjaśnienia roli takich ukraińskich organizacji politycznych i wojskowych jak Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Uraińska Powstańcza Armia w dokonywaniu masowych mordów na Polakach w latach 1939-1947 na Kresach, w trakcie straszliwego ludobójstwa. Nasze władze powiny już dawno rozstrzygnąć problem odpowiedzialności za tamte zbrodnie w postaci odpowiedniej ustawy, która penalizowałaby, czyli uznałaby dokonane przez OUN i UPA mordy za zbrodnicze, a które powiny być przez prawo ścigane do skutku. A nie są ścigane.   

Proszę mi tylko nie mówić, że to nie pora na sprawiedliwość, kiedy na Ukrainie leje się krew. I proszę nie oblewać pomyjami autora tych słów tylko dlatego, że domaga się prawdy. Bo autor tych słów uważa, że zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, to dobra pora, by potępić zło w całej rozciągłości  i pokazać światu, że zarówno Polska jak i Ukraina mają wystarczająco dużo siły i odwagi, by się z tym problemem raz na zawsze uporać. Tymczasem na Ukrainie nadal kwitnie kult Bandery, jednego z największych zbrodniarzy II wojny światowej i wciąż stawia się pomniki i nazywa ulice imionami innych morderców Polaków. W takiej sytuacji snucie wizji unii polsko-ukraińskiej staje się symbolem obrazy dla milionów Kresowian, którzy przeszli przez piekło ludobójstwa.  Tym bardziej, że teraz, kiedy toczy się wojna, w mieście Izium, jedna z ulic znowu została nazwana imieniem Bandery. A marsze banderowców wciąż nie ustają.  Tak więc Ukraińcy robią, co chcą, ignorując polskie cierpienie i nie patrząc na polską wrażliwość. I gdzie tu  jest głos polskiego rządu? Gdzie polski interes narodowy? Nie słyszę i nie widzę. To znaczy, że źle się dzieje z polskością. I to nie tylko w tej materii.    

*******************************************************
OBYWATEL A WŁADZA I PAŃSTWO

( poniższe wpisy obejmują czas sprzed 2013 r. )

Coraz częściej obywatel zastanawia się jak w tym skomplikowanym świecie powinien się odnosić do władzy i państwa, a w szczególności do władzy swojego kraju. Na temat relacji między obywatelem a władzą, mądrzy ludzie, uczeni, badacze, filozofowie, socjologowie napisali tysiące ważnych książek. I nadal piszą. Bo to zasadniczy i główny problem istnienia państwa. Obywatel a władza. Obywatel a państwo. Truizmem byłoby stwierdzenie, że władza ma służyć swojemu ludowi, a więc i każdemu obywatelowi. W mądrze zorganizowanym kraju władza słucha swojego ludu i wyciąga odpowiednie wnioski. Jak słucha i jakie wyciąga wnioski? Po pierwsze pozwala mówić. Nie przerywa. Nie karze za mówienie. Nie tępi i nie znęca się nad mówiącym. Nie odbiera mu głosu. I nie wsadza do więzienia. Przy czym pojęcie więzienia nie należy rozumieć dosłownie. Bo jeśli władza wsadza obywatela do więzienia tylko dlatego, że nie podoba się jej to, co obywatel mówi, to taka władza staje się dyktatorska, wręcz totalitarna, a więc szkodliwa. I należy się jej jak najszybciej pozbyć. Ale są inne więzienia, nie tylko te za żelaznymi kratami. I one są równie groźne, jak te za kratami. A czasami groźniejsze, bo nie tylko ograniczają nas fizycznie, ale zabijają w nas odwagę, szczerość, prawdę, niszczą dobre intencje, likwidują intelektualną i duchowa aktywność, anihilują wyobraźnię. Są więzienia psychiczne, moralne, społeczne, czyli takie, które zamykają obywatelowi drogę do prawdy, blokują jego rozwój, degradują wartości, powodują, że obywatel czuje się zamknięty w swoich myślach, niedopuszczony do społecznego obiegu. Nie pozwólmy przede wszystkim, by żadna władza nie narzuciła nam swego obrazu świata, jako obrazu państwa. Władza to jeszcze nie państwo. Krytyka władzy, to nie krytyka państwa. Można państwo szanować, a władzy nie kochać. Nieraz obywatel krytykuje władzę tylko dlatego, że działa ona przeciwko własnemu państwu, okrada to państwo, prowadzi do bankructwa, kłamie, oszukuje, sieje terror lub po prosu lekceważy obywateli. I wtedy obywatele mają nie tylko prawo, ale mają wręcz obowiązek zaprotestować przeciwko takiej władzy, na jej różnych zresztą szczeblach, centralnym i lokalnych. Bo taka władza staje się szkodnikiem. Mądra władza nie zakazuje mówienia, nie wprowadza cenzury, nie blokuje myślenia, tylko słucha i mądrze wykorzystuje płynącą z ust ludu, obywateli, wiedzę. Poruszyła mnie bardzo ostatnio sytuacja Pani Małgorzaty Sołtysiak, którą już tydzień temu „Warszawska” zaprezentowała. To aktywna, twórcza, mądra i pełna pasji działaczka społeczna z Kielc. Jak już wiadomo, do niedawna pełniła funkcję wiceprzewodniczącej zarządu Stowarzyszenia Ruch Społeczny im. Lecha Kaczyńskiego. I oto nagle, ni stąd ni z owąd, przestała tą wiceprzewodniczącą być. Co się takiego stało? Co takiego uczyniła, że poza jej plecami, wyrzucono ją z gremium kierowniczego. Stowarzyszenie to jeszcze nie państwo. I nie wielka władza. Ale to znak, że w państwie coś się psuje. Odbył się nad nią sąd kapturowy i Małgorzata Sołtysiak została potraktowana jak śmieć, którego można się pozbyć w każdej chwili. W mądrze rządzonym państwie nie odbywają się sądy kapturowe. Nie linczuje się obywatela tylko dlatego, że inaczej myśli. To, co uczyniono z p. Sołtysiak, poraża i gniewa. Bo jest niesprawiedliwe i głupie. Bez sensu. Taki sposób traktowania człowieka świadczy o prymitywnych gustach i złej woli. Do tej pory p. Sołtysiak nie wie, w czym zawiniła. Nikt nie zaprosił jej na zebranie. Nikt nie powiadomił, że odbędzie się nad nią jakiś sąd. Dowiedziała się o wszystkim przez przypadek. Dodajmy, że była współtwórczynią tego Ruchu. O usunięciu z zarządu dowiedziała się od dziennikarzy. Rozumiem jej rozgoryczenie i żal. Została wyrzucona, jak się domyśla, zapewne tylko dlatego, że krytycznie się wypowiedziała o wystąpieniu prezydenta Dudy w Kielcach, w trakcie obchodów 70.rocznicy pogromu kieleckiego, kiedy to prezydent Duda oskarżył w dużym stopniu mieszkańców miasta, którzy jakoby mordowali Żydów. Z taką interpretacją Małgorzata Sołtysiak się nie zgadza i powiedziała to publicznie. Nie zgodziła się, by obarczać Kielczan odpowiedzialnością zbiorową za niepopełnioną zbrodnię. Zamknięto jej usta za to, że ośmieliła się mieć inne zdanie niż prezydent. Właśnie w tym momencie stajemy wobec problemu odpowiedzialności obywatela za swoje państwo, region, miasto. Czy obywatel ma prawo zająć stanowisko. Czy ma prawo wypowiedzieć swój sąd, opinię, wyrazić własne zdanie. O władzy i państwie. Oczywiście, że ma. Tylko, że od razu staje wobec represji. I to jest już nie do zaakceptowania. Państwo i jego instytucje nie mogą niszczyć obywatela. Nie mogą mu zamykać ust. Bo to prowadzi prostą drogą do degeneracji władzy i upadku państwa. Źle się więc dzieje w państwie duńskim, jakby powiedział Szekspir. I na koniec kilka mądrości ludowych i naukowych, by możni naszego kraju nieco otrzeźwieli. : „Wszystko, co zgubę przynosi i psuje, to zło, a to, co ocala i przynosi pożytek, to dobro”. ( Platon) „Marne to państwo , co jednemu tylko służy”. (Sofokles). „Nie polityka powinna rządzić ludźmi, lecz ludzie polityką”.(Napoleon Bonaparte). „Polityka jest rzeczą zbyt poważną, aby pozostawić ją w rękach polityków”. (Charles de Gaulle).„Ojczyzna jest tam, gdzie wolność” (Pompejusz Wielki). Szanuj swoich obywateli, inaczej będą tobą gardzić”. Arystoteles”. „Kto chce się uwolnić od prawdy, najczęściej dusi ją słowami”. (Tomasz Mann). Niech te mądrości będą przestrogą przed pychą, bo pycha kroczy przed upadkiem. Przestrzegamy, bo kochamy nasze państwo. I chcemy w nim żyć godnie, bez upokorzeń i zdrad. Jeszcze pora, by się powstrzymać od zła i uciec przed pychą.

UKRAINA  W OPARACH NAZIZMU

Gdyby ktoś  miał jeszcze wątpliwości, co do wspierania rozwijającego się nazizmu na Ukrainie przez sam rząd ukraiński, to uchwała  Trzeciego Komitetu Zgromadzenia Ogólnego NZ z dnia 21 listopada 2014 r.z likwiduje je natychmiast i w całej pełni.  Otóż uchwała ta, jak czytamy w oficjalnych dokumentach, szczególnie potępiająca  gloryfikację w „jakiejkolwiek formie” byłych członków Waffen-SS,   wzywa kraje członkowskie do przeciwstawiania się nazistowskiej ideologii i niedopuszczenia do budowy pomników wszelkim formacjom nazistowskim. A na Ukrainie takie pomniki się stawia. I taką ideologię się rozpowszechnia. Stawia się pomniki właśnie formacjom nazistowskim, takim jak dywizja SS Galizien, OUN i UPA. Przykładów daleko szukać nie musimy. Takie pomniki znajdziemy w dziesiątkach ukraińskich miast, we Lwowie, Stanisławowie, Łucku, Tarnopolu i pomniejszych miasteczkach. Pomniki Dywizji SS Galizien, która wymordowała tysiące Polaków. Pomniki  Bandery, Szuchewycza, Kłaczkiwskiego i Łebedia, największych zbrodniarzy wojennych. Stoją te pomniki na placach wielkich aglomeracji,  a rząd Ukrainy je wspiera, oddaje im cześć. I  nie zamierza z zalewem ideologii nazistowskiej walczyć, ponieważ jako rząd jednego z trzech państw na świecie, nie poparł uchwały ONZ. Zadziwiająca postawa! Ukraina broni nazistów!  Niemal cały świat potępia, a Ukraina broni. Wspomagają ją w tym dziele tylko, o dziwo, jeszcze  dwa państwa, USA i Kanada. Wiadomo, od niedawna wielcy sojusznicy Kijowa. Powiadam, zadziwiająca  postawa. Ale po namyśle dodałbym, zadziwiająca i niezadziwiająca. Bo przecież wszystkie kolejne rządy na Ukrainie wspierały budowę pomników mordercom Polaków. Ostatni rząd także wspiera. I to może z wyjątkową siłą.  „Działalność żołnierzy OUN-UPA to przykład heroizmu. Nadszedł czas, aby rozpatrzyć przyznanie im statusu kombatantów” – oświadczył prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. „Kwestia przyznania weteranom OUN-UPA statusu kombatantów to bardzo ważna kwestia i obecnie niezwykle aktualna. Wcześniej dzieliła ona nasz kraj i była zdejmowana z politycznej agendy. Teraz jest na to bardzo dobry czas” – zaakcentował  Poroszenko na konferencji prasowej w Kijowie. Nie miejmy więc złudzeń, w jakim kierunku idą sprawy. W kierunku umacniania symboli nazizmu. Koniec z iluzjami, że coś się zmieni. Prezydent Poroszenko też klęknął 29 września w Babim Jarze, pod Kijowem,  pod pomnikiem OUN. Złożył tam  kwiaty i  poinformował o tym na swoim oficjalnym profilu na Twitterze.  Przypomnijmy, że Babi Jar to  miejsce straszliwych zbrodni, gdzie  Niemcy wymordowali ponad 100 tys. Żydów. A w  dziele mordowania pomagali mordercy z Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcji Melnyka. By było bardziej skomplikowanie, naziści potem rozprawili się też z bojowcami OUN. Ale faktem jest, że prezydent Ukrainy uhonorował OUN. Nie żyjmy więc iluzjami, że dokona się jakaś sensowna zmiana. Nie dokona się. Ukraina brnie ślepo w stronę zła. Słynący z poprawności politycznej dziennikarze i cała chmara pożytecznych idiotów, a także agentów wpływów wmawia nam, że w ukraińskim parlamencie nie ma nazistowskich partii, wiec nie ma i nazizmu. Koniec z OUN i UPA. Nie mają swojej reprezentacji. I to jest właśnie złudzenie. Bo państwo ich chroni, rząd, prezydent. Nie mówiąc o tym, że i w parlamencie nie brakuje miłośników Bandery. Po pierwsze, jest grupa członków Swobody Tiahnyboka. Znajdują się oni też  we wszystkich frakcjach Rady Najwyższej. I w Batkiwszczynie Julii Tymoszenko,  we    Froncie Ludowym Jaceniuka, w Bloku Petra Poroszenki, w Partii Radykalnej Laszki, ale najwięcej znajduje się ich w Samopomocy mera Lwowa, Andrija Sadowego. Gdyby tak dobrze policzyć, byłoby ich z kilkudziesięciu. To niemało, by krzyczeć na całą Ukrainę, że Bandera był bohaterem. A krzyk ten zwielokrotni swoim autorytetem prezydent Poroszenko. I poprze rząd. Bo w ONZ rząd pokazał, że będzie nazizmu bronił. No, i dodajmy, że po cichu będzie broniła Polska. Bo Polska wstrzymała się od głosu. I to jest przerażające. Naród, który doświadczył tak porażających spustoszeń ze strony niemieckich nazistów, nagle dowiedział się, jeśli się dowiedział, że ma rząd, który nie sprzeciwia się rozwojowi nazizmu. Ale naród pewnie tego się jednak nie dowiedział. Bo wiadomość o uchwale ONZ nie przedostała się do mediów. A trzeba wołać. Trzeba krzyczeć, że polski rząd nie sprzeciwia się propagowaniu nazizmu za swoją wschodnią granicą. Takie zachowanie to skandal. A taki rząd, to hańba!  

ZROZUMIEĆ POLSKĘ 

 ( „Warszawska Gazeta”, 29.06.12) 

Żyjemy w świecie, w którym normy moralne podporządkowane są interesom najpotężniejszych wpływowych grup biznesu, mediów i polityki. Normalni ludzie już tego nie wytrzymują. Jeden z czytelników moich felietonów, podpisujący się „Miron” , tak oto do mnie pisze: „Szanowny Panie, jestem osobą mającą na koncie jedynie uczelnię techniczną. Ostatnie parę lat z dużą uwagą  czytuję w prasie, wyszukuję w Internecie „wszystko”, co dotyczy prawdziwej historii i prawdziwego obrazu Polaków. Serce się kraje, kiedy uświadamiam sobie jak bogata i wspaniała jest historia Polski i Polaków, a ja poznaję ją jakby „w konspiracji”, jakby „w drugim obiegu”. Na youtube dowiedziałem się w telewizji p. Sendeckiego o  „Warszawskiej Gazecie”. Obecnie poznaję tę gazetę.  Stąd trafiłem przez felieton z cyklu „Jadłospis” na temat Kresów. W pracy, na podwórku, nie dowiemy się o NAS wiele.  Elity, wymienione w latach 40-tych,  na lumpenelity utrwalone okrągłym stołem zrobią wszystko, żeby nas zniszczyć. Chcę  tylko zaznaczyć, jak istotne jest, kiedy dowiaduję się o istnieniu tak ważnych ludzi jak Pan, robiących tak wiele dla Polaków i Polski rzeczy. Szkoda, że oparciem dla mnie, czującego się we własnym kraju jak mniejszość narodowa, jest postawa Polonusów za oceanem,  bo przecież powinno być inaczej. To my, w kraju, powinniśmy być na tyle silni, by być oparciem dla emigracji.” Tyle czytelnik. Listów takich otrzymuję więcej. Ostatnie akapity nawiązują, jak sądzę,  do mojej podróży po Kanadzie i relacji z  tych podróży, w których podkreślałem w różnych mediach, jak bardzo zasadniczą sprawą dla Polonii kanadyjskiej, ale też amerykańskiej, jest polski patriotyzm, umiłowanie Ojczyzny, kierowanie ku niej najgłębszych i najserdeczniejszych myśli i uczuć. A co za tym idzie, także czynów. Również Polacy z Litwy, Ukrainy i Białorusi mogliby nas uczyć wielkiej odpowiedzialności za losy Polski, za polskość, jako wielką wspólną wartość, która nas budowała przez wieki i umacnia nas teraz. Przynajmniej tych, którzy wiedzą i czują, co znaczy mieć swoją ziemię, dom, rodzinę, obyczaje, kulturę, język i wspólnotę historyczną.  Gdy się to wszystko utraci, gorycz i smutek przygniatają i ranią. Można być najbogatszym, mieć wokół siebie luksus, ale wspomnień, tęsknoty i pamięci zabić się nie da. Słyszałem to setki razy w London, Toronto i Montrealu. Trzeba poznać orientacyjne znaki polskości. Jej idee, drogi rozwoju, ścieżki, krajobrazy, religie. Jej wielkość, dumę i piękno.  Trzeba mocno wejrzeć w polską duszę, której nie da się okłamać, oszukać, a tym bardziej zbałamucić. Bo polska dusza jest na wskroś niepodległa, nie poddaje się obcym wpływom, ani maskaradzie, choć wokół niej tyle fałszywych blasków i złudnych fajerwerków. By jednak poznać i zrozumieć polską duszę,  trzeba  wejść w głąb  wieków, w jej ciemne i mroczne zakamarki, ale i w dni chwały, w splątane dzieje i udrękę marzeń.  Nie można poznać polskiej duszy bez Kresów.   Bez  Kresów nie jesteśmy w stanie zrozumieć też  procesów, jakie zachodzą obecnie w naszym kraju. Nie pojmiemy dyskusji, sporów, konfliktów społecznych i politycznych. Nie zrozumiemy relacji, powiązań i napięć, jakie istnieją w Europie, a w szczególności między Polakami i Rosjanami (Katyń), Polakami i Ukraińcami (zbrodnia ludobójstwa), Polakami i Niemcami (dramat wypędzeń) itp. Nie zrozumiemy siebie samych i naszych wewnętrznych powikłań. Bez Kresów nie będziemy w stanie określić naszego charakteru narodowego, jego źródeł i komplikacji, tego, jacy jesteśmy, skąd się duchowo i intelektualnie wywodzimy, w jaki sposób i dokąd idziemy. Musimy więc rozpoznawać znaki kresowe – języki, symbole, emblematy, metafory, mity, legendy, tradycje. Bo stamtąd się wywodzi rdzeń naszej kultury. A kultura to droga naszego rozwoju, pojęcia, jakie nam towarzyszyły i towarzyszą w tej drodze, choćby takie jak duma narodowa, honor, godność, pragnienie wolności, prawda, sprawiedliwość, piękno, dobro, ideały i cnoty obywatelskie. Musimy poznawać artystów, twórców, kapłanów,  bo bez nich naród gnuśnieje i traci swoją tożsamość, powagę i wielkość.

POLSKIE KRESY W KANADZIE

Zostałem zaproszony przez prof. prof. Mariannę i Stefana Królów z Uniwersytetu w London na trzy wykłady o wielkości i dramacie polskich Kresów, połączone z promocją mojej trylogii kresowej „Ukraiński kochanek”, „Zdrada” i „Ślepcy idą do nieba”. Ale szybko dołączyły  inne ośrodki akademickie Kanady i z trzech wykładów zrobiło się siedem oraz kilkanaście ważnych spotkań prywatnych. Miałem więc okazję pojeździć po tym rozległym kraju i porozmawiać z  setkami Polaków, dla których słowo Polska, Kresy i naród wciąż są bardzo ważne i  wiele znaczą. Od polskości nie pozwalają się oderwać.  Poznać to było po ich działaniach, postawach, języku i marzeniach. Wciąż marzy się im wielka, wolna i suwerenna Polska. Bo ta obecna zawiodła ich nadzieje.  Nie mogą się pogodzić z tym, że w ich starym  kraju kwitnie korupcja, panuje niesprawiedliwość, że jedna orientacja polityczna zawładnęła umysłami i podporządkowała sobie wszystkie dziedziny życia. Nie godzą się na nieuczciwość i podłe zachowania władzy. Często protestują, występują i przygotowują pikiety  przez ambasadą polską w Ottawie albo pod konsulatami. Tak było, kiedy  wspierali i nadal wspierają  działalność Radia Maryja i Telewizji Trwam. Protestują przeciwko nadużyciom rządzących. Piszą też o tym w swoich gazetach i mówią w radiu i telewizji.

Po każdym moim wykładzie, zarówno w Bibliotece Polskiej im. W.

Stachiewicza przy Uniwersytecie McGill  w Montrealu, w  Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów w London i Toronto,  na spotkaniu z Rodziną Radia Maryja w koście Matki Bożej Częstochowskiej w London i w  kościele  St. Antonin w Montrealu, a także w  Związku Weteranów Polskich w Montrealu i w wielu innych miejscach, gdzie toczyły się ożywione dyskusje o Rzeczypospolitej, Kresach i polskości, wszędzie tam czuło się ducha powagi i odpowiedzialności. To, co się dzieje w naszym kraju, nie było i nie jest obojętne dla polskiej diaspory w Kanadzie. A to duża, blisko milionowa  diaspora. Wielu kanadyjskich Polonusów  wywodzi się z Kresów.  Najwięcej z nich, bo ponad 50 tyś.  dotarło do Kanady  w okresie międzywojennym.  A i po wojnie, głównie z  wojska Andersa, z  Europy Zachodniej,   przybyły nowe dziesiątki  tysięcy. Obecnie kanadyjscy Polacy zasiedlają  w  80%  w wielkie aglomeracje w prowincji  Ontario i Quebec, w  Toronto, Montrealu, Ottawie, Edmonton, Hamilton, Vancouver, Winnipeg, Calgary. Nic  dziwnego, że to właśnie z tych ośrodków płynęły zaproszenia do pisarza, by mogli poznać jego książki i dowiedzieć się, jak opisuje on najnowszą historię Kresów. Powieści kresowe znikały szybko i często stawały się źródłem wiedzy o najnowszej historii Polski, a szczególnie o tragicznych losach mieszkańców Wołynia, Podola i Pokucia. Były też przyczyną licznych rozmów, które przenosiły się ze stowarzyszeń,  ośrodków kultury i kościołów do domów prywatnych i trwały przez długie noce.  Gdziekolwiek byłem, zawsze widziałem ogromne zainteresowanie tym wszystkim, co stanowiło fundament polskiej tożsamości narodowej, co wskazywało na wielką rolę Kościoła rzymskokatolickiego w ochronie najwyższych wartości i co nadal stanowi sens życia: wiara, wolność, dobro, piękno,  prawda i miłość.  

Kanadyjska diaspora to wielki kapitał ludzki, ogromne możliwości wpływania, zarówno na bieg wypadków w kraju pachnącym żywicą, jak i na losy Polaków w Ojczyźnie. Najaktywniejsi z nich, gdy mówiłem o Kresach i ich potędze intelektualnej, naukowej i duchowej, o Lwowie, Stanisławowie, Wilnie i Tarnopolu, o tym, że to właśnie nauka, religia  i kultura w najwyższym stopniu budowały tożsamość narodową,  a także o zbrodni ludobójstwa, jakiego dokonały na Polakach Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia,  zawsze zadawali mi pytania, dlaczego polskie władze nie szanują Kresowian, których  wraz potomkami żyje dziś w Rzeczypospolitej blisko 6 milionów.  Nie mogli pojąć, dlaczego do tej pory nie powstało Muzeum Kresów Polskich. Dlaczego w Warszawie wciąż nie stoi pomnik poświęcony ofiarom  mordów, w tym ponad 200 księżom i zakonnikom. Nie mogli pojąć, jak to się dzieje, że we Wrocławiu, władze miejskie nie godzą się na postawienie Kamienia Pamięci Kresowej,  na którymś z wielkich cmentarzy, gdzie by Kresowianie w dniu Wszystkich Świętych mogli zapalić świeczki i pomodlić się. Ale prezydent miasta na listy i apele w tej sprawie nie odpowiada, a jego urzędnicy wykazują się straszna arogancją.  Nie mogą wreszcie pojąć, dlaczego polski Sejm nie jest w stanie ustanowić dnia 11 lipca Świętem Pamięci Męczeństwa Kresowian. W tym dniu bowiem, 11 lipca 1943 r. i w kilku dniach następnych UPA wymordowała mieszkańców 167 miejscowości, w tym wielu księży przy ołtarzu i ministrantów w trakcie odprawiania Mszy Św. Co się takiego dzieje, zadawali mi pytania, że kolejne wnioski do marszałka Sejmu w tej sprawie upadają. Wreszcie Polacy w Kanadzie nie pojmują,  dlaczego polski rząd, prezydent i Sejm nie reagują na odradzające się idee faszystowskie na Ukrainie, gdzie  stawia się takim mordercom jak Bandera, Szuchewycz, Kłaczkiwskij, Łebed’, czy 14 Dywizja SS Galizien pomniki chwały.

Właśnie na te tematy prowadziliśmy przez blisko miesiąc dysputy. Stanowisko zasadniczej większości  diaspory kanadyjskiej w tej sprawie jest jednoznaczne. Polska władza nie jest suwerenna, ulega wpływom i naciskom obcych państw, nie szanuje własnych obywateli. I na to Kanadyjczycy polskiego pochodzenia się nie godzą. Dlatego protestują. Wychodzą na ulice. Piszą listy. Mówią o tym głośno. Pytali mnie też, jak to się dzieje, że polskie państwo mocno wspiera i finansuje ukraińską mniejszość narodową w Polsce, jej różne agendy, czasopisma, stowarzyszenia, podczas, gdy polskie instytucje, organizacje, szkoły i redakcje polskich czasopism na Ukrainie padają, ponieważ nie otrzymują pomocy. To są ważne rzeczy, którymi polska diaspora w Kanadzie żyje.

POMOC DLA WSCHODU

Od Polaków ze Wschodu płyną do Kanady liczne  listy z prośbami o wsparcie.

I polscy Kanadyjczycy  mobilizują się, wspomagają rodaków spod Lwowa, Tarnopola, Wilna, Żytomierza i Mińska. Robią to, co należy do naszych władz w kraju, ale nasze władze tego nie czynią, wykazując się kompletną indolencją i obojętnością,  dlatego ratują przed upadkiem polskie instytucje na Ukrainie, Litwie i Białorusi Polacy z Kanady i USA. Czytałem wstrząsające listy z Ukrainy, w jak trudnym położeniu znajdują się polskie szkoły i gazety, które nie mają czym płacić za czynsz, więc spychane na bruk,  muszą opuszczać wynajęte lokale, a ukraiński kapitał  szybko je przejmuje. W takich sytuacjach Polacy np. z London, ludzie dobrej woli, tacy jak państwo Królowie, Halina i Stanisław Sosnowscy oraz inni,  reagują i pomagają. A proszą o pomoc nie tylko instytucje i organizacje, ale i parafie oraz osoby prywatne. Dzięki wsparciu Polonii  dzieci polskie z Ukrainy mogą odwiedzać kraj swoich pradziadów.  W dużym stopniu Polaków ze Wschodu wspomagają  księża, zakonnicy, polski Kościół w Kanadzie.   

50 lat temu przybyło do Kanady Zgromadzenie Księży Michalitów. Na

przełomie lat 80 i 90 – tych minionego stulecia kapłani z tego Zgromadzenia pojechali na Ukrainę i Białoruś.  Na Białorusi, w trzech parafiach Grodzieńszczyzny, odbudowywali kościoły, przygotowywali ludzi do sakramentów, uczyli podstaw wiary. Niektórzy z nich zostali tam do dziś i poszli w głąb kraju. W Mińsku, który liczy 2 mil. mieszkańców, otwarta jest już  katedra, niewielki kościółek na cmentarzu i kilka kaplic. Ale to kropla w morzu potrzeb. Przed wojną funkcjonowało tam prawie 30 świątyń.  Komuniści zamknęli  wszystkie kościoły,  a księży osadzili w więzieniach.  Krwawe  prześladowania  i męczeństwo duchownych i wiernych trwało przez dziesięciolecia.  A życie religijne przeniosło się do podziemia. Obecnie też trudno uzyskać pozwolenia na budowę. Michalici objęli opieką pasterską dużą, 80 -tysięczną,  mińską dzielnicę Łoszyca i 12-tysięczne miasteczko Gatowo.

Ks. Krzysztof Poświata CSMA ma zamiar zbudować tam Kościół pod wezwaniem Michała Archanioła. I właśnie jemu pomaga ksiądz Zbigniew Rodzinka, pełen życia i ofiarności proboszcz parafii Matki Bożej Częstochowskiej w London. Inny kapłan, ksiądz Jerzy Skwierczyński, duszpasterz  na Ukrainie, zwraca się z kolei do państwa Haliny i Stanisława Sosnowskich , którzy biorą udział we wspomaganiu Kościoła na Wschodzie i pisze: „ Moi drodzy, dzieci po pieszej pielgrzymce  i  wycieczce po Polsce, wróciły na Ukrainę…  szczęśliwe i radosne… mogły zobaczyć  inny  „świat”, uczyć się i „dotknąć” Polski…  W Żytomierzu i sąsiednich miastach mieszka kilkaset tysięcy ludzi polskiego pochodzenia. Wielu z nich utraciło już tożsamość narodową. Babciom naszym należy całować ręce i nogi, bo to One uratowały wiarę i mowę polską”. A w innym liście dopowiada: „…była uroczysta Msza Św., koncert pieśni religijnych i patriotycznych… To dzięki Wam i Waszym księżom, możemy robić coś dobrego dla naszych rodaków i ludzi Wschodu”.  I dodaje: „Bez Waszej pomocy nie byłoby kościołów i kaplic  w „moich” parafiach: Marianówka, Bykówka, Jawne, Jałyszow, Towszcza, i Niwna (w budowie). Byliście  dla mnie : matką, bratem, nauczycielem, a w trudnych chwilach życia podporą i znakiem nadziei… Dzięki Wam: wierni mogą modlić się w kościołach i kaplicach, chorzy mogą zrobić operację i wrócić do zdrowia, biedni i niedożywieni  mogą spożyć normalny posiłek”…

Wie o tym wszystkim Biskup Jan Purwiński, Ordynariusz, Kijowsko-

Żytomierski, który w liście do Polonii kanadyjskiej pisze:  „Wszystkim wam Drodzy i Wspólnotom Modlitewnym , Polonijnym  – Bóg zapłać – za złożone ofiary, intencje mszalne, przesłane paczki, których zawartość ucieszyła dorosłych i dzieci… Nie zapominajcie – proszę – o odradzającym się Kościele na Wschodzie. Bez Waszej pomocy niewiele tu zrobimy”.   

W Montrealu działa Komitet  Pomocy Polsce. Przewodnicząca  tego

Komitetu, Wanda de Roussan, informuje, że w  2011 r. przekazał instytucjom

potrzebującym w naszym kraju  17.740 dolarów,  wspierając m.in.   Szkołę nr 2 w Międzylesiu, Fundację Alberta w Radwanowicach, czy Dom Małych Dzieci w Jaworze.

Z kolei Komitet Pomocy Dzieciom Polskim Sekcji Pomocy Ludziom Starszym organizuje Wiosenne Kiermasze, zbiera datki na promocję polskiej kultury i jest to największa akcja dobroczynności na terenie Montrealu, którą kieruje prezes, Maria Zaśćińska, a  o której wiele i pasją  opowiadała mi pani Hania Bortnowska, tryskająca energią i pełna nowych pomysłów.

            Istnieją też w Kandzie fundacje, jak choćby Polska Fundacja Społeczno-Kulturalna w Quebec’u, która pomaga  z kolei organizacjom polonijnym, np. Bibliotece Polskiej im. W. Dymnego, Polskiej Radzie Szkolnej, Kołu Przyjaciół Harcerstwa, chórom parafialnym albo zespołom artystycznym.  Polonia w Kanadzie nie ustaje w niesieniu pomocy zarówno Polakom na Kresach jak i rodakom oraz instytucjom w kraju.

ZANIKANIE STAREJ EMIGRACJI I LUDZIE DOBREJ WOLI                                                  

Zapadły mi głęboko w pamięci  głosy rozmówców, którzy nie kryli swego przywiązania do idei wielkiej, sprawiedliwej i suwerennej Rzeczypospolitej. I to oni od lat rozwijają autentyczną i  intensywną działalność publiczną, zakładają polskie gazety, czasopisma,  stowarzyszenia, grupy twórcze, kluby i organizacje charytatywne, instytuty naukowe,  fundacje, by takie idee w starej Ojczyźnie wspierać, choć możliwości z biegiem lat, o dziwo, kurczą się. Pokazywała mi ceniona pisarka polska w Toronto i moja opiekunka w tym mieście,  Anna Łabieniec, centrum aglomeracji, zwracając uwagę na znikające  polskie napisy i szyldy, a pojawiające się w ich miejsce napisy i szyldy chińskie,  niemieckie, czy włoskie. Stara, przedwojenna polska diaspora powoli odchodzi z tego świata. Mieszkające do niedawna w ładnych, stylowych kamienicach wiekowe małżeństwa, już bez dzieci, znikają, a ich domy wykupują – właśnie – Chińczycy, Irlandczycy, Włosi. I coraz mniej  słychać w Toronto, choć wciąż to najsilniejszy  ośrodek polonijny, polską mowę. Mniej widać też  polskich sklepów, bibliotek, pubów, restauracji. – O, tu była polska kawiarnia, a tutaj polska księgarnia –  wiodła mnie przez miasto autorka „Powtórki z Syberii” i pokazywała znikające ślady polskości.  Sama wydaje lokalną gazetę „Merkuriusz Polski”, który odgrywa dużą rolę w integracji środowisk polonijnych.

 Największą grupę etniczną w Kanadzie stanowią dziś Anglicy (20,2%), Francuzi (15,8%), Szkoci (14%), Irlandczycy (12,9), Niemcy (9,3), Włosi (4,3), Chińczycy (3,7%), Ukraińcy (3,7%), Polacy ( ok. 3%).

Polacy w długiej już tutaj historii zapisali  widoczną kartę aktywności, powołując do życia takie organizacje jak Związek Polaków w Kanadzie , Związek Narodowy Polski, Federacja Kobiet Polskich, Polski Instytut Naukowy, Biblioteka Polska Uniwersytetu MCGill w Montrealu, Fundusz Wieczysty Milenium Polski Chrześcijańskiej, Fundacja Adama Mickiewicza, Fundacja im. Wł. Reymonta, czy Związek Nauczycielstwa Polskiego. Co roku odbywają się konkursy na najlepsze wypracowania z języka polskiego, w których bierze udział ok. 3 tyś, uczniów, konkursy recytatorskie, ponieważ w Kanadzie uczy się w blisko w 100 szkołach podstawowych ok. 12 tyś. uczniów i angażuje się w ich naukę ok. 500 nauczycieli.  Studenci skupieni są w ruchu akademickim i prowadzą ożywioną działalność kulturalną. Złotymi literami zapisały się  nazwiska  Wayne’a Gretzky’ego, Aleksandry Wozniak, Petera Gzowskiego, Karol Błaszkiewicz, August F.  Globensky, Aleksander E. Kierzkowski, Kazimierz Gzowski, mistrzów sportu,  dziennikarstwa, kartografii, chirurgii, inżynierii  i polityki, budowy dróg i mostów. Pomnik Gzowskiego mogłem oglądać  koło jeziora Ontario w Toronto.

Tam, gdzie się znajdują większe skupiska Polaków, właśnie w Toronto, London, Montrealu, Ottawie, czy Vancouver , tam żywiej kwitnie życie twórcze, intelektualne, naukowe,  duchowe, więcej jest publicznych spotkań, wieczorów autorskich, dyskusji, koncertów, sympozjów, festiwali piosenki religijnej, kiermaszów książek  i wystaw. Wychodzą dość liczne pisma polonijne jak „Goniec”, „Związkowiec”, Kalejdoskop”, czy wspomniany już „Merkuriusz Polski”. Działają także lokalne polskie rozgłośne radiowe i studia telewizyjne.

Godna podziwu jest nieustanna aktywność  ludzi i instytucji, które  organizują polskim pisarzom spotkania, promocje książek, zapraszają  artystów, uczonych, kapłanów, dziennikarzy, zajmują się wspomnianą już  działalnością charytatywną,  stają w obronie  wolnych mediów, witają nas z całą serdecznością i staropolską gościnnością,.  Wymieńmy najważniejszych:  profesorowie Uniwersytetu w London,  Marianna i Stefan Królowie, proboszcz kościoła Matki Bożej Częstochowskiej – ks. Zbigniew Rodzinka,  Małgosia i Jacek Szefernakerowie,  Halina i Stanisław Sosnowscy, Waldemar Karniej,  przewodniczący Rodziny Radia Maryja – Jan Sokół,  Stanisław Frej,  Jan Toporowski,  przewodnicząca ugrupowania narodowego – Jolanta Hoppe, prezes Stowarzyszenia Kombatantów Polskich Ogniwo nr 2 – Jan Ferens,  redaktor „Kalejdoskopu” – Piotr Cwynar,  wielki miłośnik polskiej literatury – Roman Baraniecki, wszyscy z London; wspomniana już pisarka, Anna Łabieniec i jej mąż, Bogdan, poeta – Aleksander Rybczyński, redaktor „Gońca” – Andrzej Kumor, tłumacze – Krzysztofa Zarzecki i Irena Harasimowicz z Toronto,   Jan Szymandera – kierownik Polskiego Centrum Kultury im. Jana Pawła II i Maria i Wacław Romaniewiczowie z Misssissuaga; znakomity wynalazca i nowator myśli technicznej, Ryszard Godlewski z Rawdon;   genetyk i pastor – prof. Bazyli Pawluczuk i  dyrektor Biblioteki Polskiej przy Uniwersytecie McGILL – Stefan Władysiuk z Motrealu, a także z tego miasta  Hania Bortnowska i Andrzej Bortnowski – jedni z twórców kiermaszu, z którego dochód przeznaczają na rzecz polskich dzieci.

A przecież to tylko niewielka część ogromnej wspólnoty, która na wielu polach wspomaga Macierz.   W ich domach i niemal we wszystkich  środowiskach polonijnych trwa nieustająca, codzienna, mrówcza praca na rzecz Polski i potrzebujących  Polaków. I co szczególnie zwróciło moją uwagę, w wielu prywatnych mieszkaniach, gdzie gościłem, posiłki zaczynają się od modlitwy, nawiązując w ten sposób do długiej i pięknej tradycji, w której pierwiastek duchowy odgrywał i wciąż odgrywa ogromną rolę. Za taką postawę, za to całe dobro, za czyny charytatywne, za organizację działalności kulturalnej, za wszystko,  co czynią na rzecz Ojczyzny,  należą się im podziękowania, słowa szacunku i podziwu. Dają bowiem dowód, że Polska jest tam, gdzie są Polacy. I nie można dzielić kultury na krajową i emigracyjną, ponieważ należy ona cała do wszystkich Polaków, gdziekolwiek by byli na całym świecie.