Zostałem zaproszony przez prof. prof. Mariannę i Stefana Królów z Uniwersytetu w London na trzy wykłady o wielkości i dramacie polskich Kresów, połączone z promocją mojej trylogii kresowej „Ukraiński kochanek”, „Zdrada” i „Ślepcy idą do nieba”. Ale szybko dołączyły inne ośrodki akademickie Kanady i z trzech wykładów zrobiło się siedem oraz kilkanaście ważnych spotkań prywatnych. Miałem więc okazję pojeździć po tym rozległym kraju i porozmawiać z setkami Polaków, dla których słowo Polska, Kresy i naród wciąż są bardzo ważne i wiele znaczą. Od polskości nie pozwalają się oderwać. Poznać to było po ich działaniach, postawach, języku i marzeniach. Wciąż marzy się im wielka, wolna i suwerenna Polska. Bo ta obecna zawiodła ich nadzieje. Nie mogą się pogodzić z tym, że w ich starym kraju kwitnie korupcja, panuje niesprawiedliwość, że jedna orientacja polityczna zawładnęła umysłami i podporządkowała sobie wszystkie dziedziny życia. Nie godzą się na nieuczciwość i podłe zachowania władzy. Często protestują, występują i przygotowują pikiety przez ambasadą polską w Ottawie albo pod konsulatami. Tak było, kiedy wspierali i nadal wspierają działalność Radia Maryja i Telewizji Trwam. Protestują przeciwko nadużyciom rządzących. Piszą też o tym w swoich gazetach i mówią w radiu i telewizji.
Po każdym moim wykładzie, zarówno w Bibliotece Polskiej im. W.
Stachiewicza przy Uniwersytecie McGill w Montrealu, w Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów w London i Toronto, na spotkaniu z Rodziną Radia Maryja w koście Matki Bożej Częstochowskiej w London i w kościele St. Antonin w Montrealu, a także w Związku Weteranów Polskich w Montrealu i w wielu innych miejscach, gdzie toczyły się ożywione dyskusje o Rzeczypospolitej, Kresach i polskości, wszędzie tam czuło się ducha powagi i odpowiedzialności. To, co się dzieje w naszym kraju, nie było i nie jest obojętne dla polskiej diaspory w Kanadzie. A to duża, blisko milionowa diaspora. Wielu kanadyjskich Polonusów wywodzi się z Kresów. Najwięcej z nich, bo ponad 50 tyś. dotarło do Kanady w okresie międzywojennym. A i po wojnie, głównie z wojska Andersa, z Europy Zachodniej, przybyły nowe dziesiątki tysięcy. Obecnie kanadyjscy Polacy zasiedlają w 80% w wielkie aglomeracje w prowincji Ontario i Quebec, w Toronto, Montrealu, Ottawie, Edmonton, Hamilton, Vancouver, Winnipeg, Calgary. Nic dziwnego, że to właśnie z tych ośrodków płynęły zaproszenia do pisarza, by mogli poznać jego książki i dowiedzieć się, jak opisuje on najnowszą historię Kresów. Powieści kresowe znikały szybko i często stawały się źródłem wiedzy o najnowszej historii Polski, a szczególnie o tragicznych losach mieszkańców Wołynia, Podola i Pokucia. Były też przyczyną licznych rozmów, które przenosiły się ze stowarzyszeń, ośrodków kultury i kościołów do domów prywatnych i trwały przez długie noce. Gdziekolwiek byłem, zawsze widziałem ogromne zainteresowanie tym wszystkim, co stanowiło fundament polskiej tożsamości narodowej, co wskazywało na wielką rolę Kościoła rzymskokatolickiego w ochronie najwyższych wartości i co nadal stanowi sens życia: wiara, wolność, dobro, piękno, prawda i miłość.
Kanadyjska diaspora to wielki kapitał ludzki, ogromne możliwości wpływania, zarówno na bieg wypadków w kraju pachnącym żywicą, jak i na losy Polaków w Ojczyźnie. Najaktywniejsi z nich, gdy mówiłem o Kresach i ich potędze intelektualnej, naukowej i duchowej, o Lwowie, Stanisławowie, Wilnie i Tarnopolu, o tym, że to właśnie nauka, religia i kultura w najwyższym stopniu budowały tożsamość narodową, a także o zbrodni ludobójstwa, jakiego dokonały na Polakach Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, zawsze zadawali mi pytania, dlaczego polskie władze nie szanują Kresowian, których wraz potomkami żyje dziś w Rzeczypospolitej blisko 6 milionów. Nie mogli pojąć, dlaczego do tej pory nie powstało Muzeum Kresów Polskich. Dlaczego w Warszawie wciąż nie stoi pomnik poświęcony ofiarom mordów, w tym ponad 200 księżom i zakonnikom. Nie mogli pojąć, jak to się dzieje, że we Wrocławiu, władze miejskie nie godzą się na postawienie Kamienia Pamięci Kresowej, na którymś z wielkich cmentarzy, gdzie by Kresowianie w dniu Wszystkich Świętych mogli zapalić świeczki i pomodlić się. Ale prezydent miasta na listy i apele w tej sprawie nie odpowiada, a jego urzędnicy wykazują się straszna arogancją. Nie mogą wreszcie pojąć, dlaczego polski Sejm nie jest w stanie ustanowić dnia 11 lipca Świętem Pamięci Męczeństwa Kresowian. W tym dniu bowiem, 11 lipca 1943 r. i w kilku dniach następnych UPA wymordowała mieszkańców 167 miejscowości, w tym wielu księży przy ołtarzu i ministrantów w trakcie odprawiania Mszy Św. Co się takiego dzieje, zadawali mi pytania, że kolejne wnioski do marszałka Sejmu w tej sprawie upadają. Wreszcie Polacy w Kanadzie nie pojmują, dlaczego polski rząd, prezydent i Sejm nie reagują na odradzające się idee faszystowskie na Ukrainie, gdzie stawia się takim mordercom jak Bandera, Szuchewycz, Kłaczkiwskij, Łebed’, czy 14 Dywizja SS Galizien pomniki chwały.
Właśnie na te tematy prowadziliśmy przez blisko miesiąc dysputy. Stanowisko zasadniczej większości diaspory kanadyjskiej w tej sprawie jest jednoznaczne. Polska władza nie jest suwerenna, ulega wpływom i naciskom obcych państw, nie szanuje własnych obywateli. I na to Kanadyjczycy polskiego pochodzenia się nie godzą. Dlatego protestują. Wychodzą na ulice. Piszą listy. Mówią o tym głośno. Pytali mnie też, jak to się dzieje, że polskie państwo mocno wspiera i finansuje ukraińską mniejszość narodową w Polsce, jej różne agendy, czasopisma, stowarzyszenia, podczas, gdy polskie instytucje, organizacje, szkoły i redakcje polskich czasopism na Ukrainie padają, ponieważ nie otrzymują pomocy. To są ważne rzeczy, którymi polska diaspora w Kanadzie żyje.
POMOC DLA WSCHODU
Od Polaków ze Wschodu płyną do Kanady liczne listy z prośbami o wsparcie.
I polscy Kanadyjczycy mobilizują się, wspomagają rodaków spod Lwowa, Tarnopola, Wilna, Żytomierza i Mińska. Robią to, co należy do naszych władz w kraju, ale nasze władze tego nie czynią, wykazując się kompletną indolencją i obojętnością, dlatego ratują przed upadkiem polskie instytucje na Ukrainie, Litwie i Białorusi Polacy z Kanady i USA. Czytałem wstrząsające listy z Ukrainy, w jak trudnym położeniu znajdują się polskie szkoły i gazety, które nie mają czym płacić za czynsz, więc spychane na bruk, muszą opuszczać wynajęte lokale, a ukraiński kapitał szybko je przejmuje. W takich sytuacjach Polacy np. z London, ludzie dobrej woli, tacy jak państwo Królowie, Halina i Stanisław Sosnowscy oraz inni, reagują i pomagają. A proszą o pomoc nie tylko instytucje i organizacje, ale i parafie oraz osoby prywatne. Dzięki wsparciu Polonii dzieci polskie z Ukrainy mogą odwiedzać kraj swoich pradziadów. W dużym stopniu Polaków ze Wschodu wspomagają księża, zakonnicy, polski Kościół w Kanadzie.
50 lat temu przybyło do Kanady Zgromadzenie Księży Michalitów. Na
przełomie lat 80 i 90 – tych minionego stulecia kapłani z tego Zgromadzenia pojechali na Ukrainę i Białoruś. Na Białorusi, w trzech parafiach Grodzieńszczyzny, odbudowywali kościoły, przygotowywali ludzi do sakramentów, uczyli podstaw wiary. Niektórzy z nich zostali tam do dziś i poszli w głąb kraju. W Mińsku, który liczy 2 mil. mieszkańców, otwarta jest już katedra, niewielki kościółek na cmentarzu i kilka kaplic. Ale to kropla w morzu potrzeb. Przed wojną funkcjonowało tam prawie 30 świątyń. Komuniści zamknęli wszystkie kościoły, a księży osadzili w więzieniach. Krwawe prześladowania i męczeństwo duchownych i wiernych trwało przez dziesięciolecia. A życie religijne przeniosło się do podziemia. Obecnie też trudno uzyskać pozwolenia na budowę. Michalici objęli opieką pasterską dużą, 80 -tysięczną, mińską dzielnicę Łoszyca i 12-tysięczne miasteczko Gatowo.
Ks. Krzysztof Poświata CSMA ma zamiar zbudować tam Kościół pod wezwaniem Michała Archanioła. I właśnie jemu pomaga ksiądz Zbigniew Rodzinka, pełen życia i ofiarności proboszcz parafii Matki Bożej Częstochowskiej w London. Inny kapłan, ksiądz Jerzy Skwierczyński, duszpasterz na Ukrainie, zwraca się z kolei do państwa Haliny i Stanisława Sosnowskich , którzy biorą udział we wspomaganiu Kościoła na Wschodzie i pisze: „ Moi drodzy, dzieci po pieszej pielgrzymce i wycieczce po Polsce, wróciły na Ukrainę… szczęśliwe i radosne… mogły zobaczyć inny „świat”, uczyć się i „dotknąć” Polski… W Żytomierzu i sąsiednich miastach mieszka kilkaset tysięcy ludzi polskiego pochodzenia. Wielu z nich utraciło już tożsamość narodową. Babciom naszym należy całować ręce i nogi, bo to One uratowały wiarę i mowę polską”. A w innym liście dopowiada: „…była uroczysta Msza Św., koncert pieśni religijnych i patriotycznych… To dzięki Wam i Waszym księżom, możemy robić coś dobrego dla naszych rodaków i ludzi Wschodu”. I dodaje: „Bez Waszej pomocy nie byłoby kościołów i kaplic w „moich” parafiach: Marianówka, Bykówka, Jawne, Jałyszow, Towszcza, i Niwna (w budowie). Byliście dla mnie : matką, bratem, nauczycielem, a w trudnych chwilach życia podporą i znakiem nadziei… Dzięki Wam: wierni mogą modlić się w kościołach i kaplicach, chorzy mogą zrobić operację i wrócić do zdrowia, biedni i niedożywieni mogą spożyć normalny posiłek”…
Wie o tym wszystkim Biskup Jan Purwiński, Ordynariusz, Kijowsko-
Żytomierski, który w liście do Polonii kanadyjskiej pisze: „Wszystkim wam Drodzy i Wspólnotom Modlitewnym , Polonijnym – Bóg zapłać – za złożone ofiary, intencje mszalne, przesłane paczki, których zawartość ucieszyła dorosłych i dzieci… Nie zapominajcie – proszę – o odradzającym się Kościele na Wschodzie. Bez Waszej pomocy niewiele tu zrobimy”.
W Montrealu działa Komitet Pomocy Polsce. Przewodnicząca tego
Komitetu, Wanda de Roussan, informuje, że w 2011 r. przekazał instytucjom
potrzebującym w naszym kraju 17.740 dolarów, wspierając m.in. Szkołę nr 2 w Międzylesiu, Fundację Alberta w Radwanowicach, czy Dom Małych Dzieci w Jaworze.
Z kolei Komitet Pomocy Dzieciom Polskim Sekcji Pomocy Ludziom Starszym organizuje Wiosenne Kiermasze, zbiera datki na promocję polskiej kultury i jest to największa akcja dobroczynności na terenie Montrealu, którą kieruje prezes, Maria Zaśćińska, a o której wiele i pasją opowiadała mi pani Hania Bortnowska, tryskająca energią i pełna nowych pomysłów.
Istnieją też w Kandzie fundacje, jak choćby Polska Fundacja Społeczno-Kulturalna w Quebec’u, która pomaga z kolei organizacjom polonijnym, np. Bibliotece Polskiej im. W. Dymnego, Polskiej Radzie Szkolnej, Kołu Przyjaciół Harcerstwa, chórom parafialnym albo zespołom artystycznym. Polonia w Kanadzie nie ustaje w niesieniu pomocy zarówno Polakom na Kresach jak i rodakom oraz instytucjom w kraju.
ZANIKANIE STAREJ EMIGRACJI I LUDZIE DOBREJ WOLI
Zapadły mi głęboko w pamięci głosy rozmówców, którzy nie kryli swego przywiązania do idei wielkiej, sprawiedliwej i suwerennej Rzeczypospolitej. I to oni od lat rozwijają autentyczną i intensywną działalność publiczną, zakładają polskie gazety, czasopisma, stowarzyszenia, grupy twórcze, kluby i organizacje charytatywne, instytuty naukowe, fundacje, by takie idee w starej Ojczyźnie wspierać, choć możliwości z biegiem lat, o dziwo, kurczą się. Pokazywała mi ceniona pisarka polska w Toronto i moja opiekunka w tym mieście, Anna Łabieniec, centrum aglomeracji, zwracając uwagę na znikające polskie napisy i szyldy, a pojawiające się w ich miejsce napisy i szyldy chińskie, niemieckie, czy włoskie. Stara, przedwojenna polska diaspora powoli odchodzi z tego świata. Mieszkające do niedawna w ładnych, stylowych kamienicach wiekowe małżeństwa, już bez dzieci, znikają, a ich domy wykupują – właśnie – Chińczycy, Irlandczycy, Włosi. I coraz mniej słychać w Toronto, choć wciąż to najsilniejszy ośrodek polonijny, polską mowę. Mniej widać też polskich sklepów, bibliotek, pubów, restauracji. – O, tu była polska kawiarnia, a tutaj polska księgarnia – wiodła mnie przez miasto autorka „Powtórki z Syberii” i pokazywała znikające ślady polskości. Sama wydaje lokalną gazetę „Merkuriusz Polski”, który odgrywa dużą rolę w integracji środowisk polonijnych.
Największą grupę etniczną w Kanadzie stanowią dziś Anglicy (20,2%), Francuzi (15,8%), Szkoci (14%), Irlandczycy (12,9), Niemcy (9,3), Włosi (4,3), Chińczycy (3,7%), Ukraińcy (3,7%), Polacy ( ok. 3%).
Polacy w długiej już tutaj historii zapisali widoczną kartę aktywności, powołując do życia takie organizacje jak Związek Polaków w Kanadzie , Związek Narodowy Polski, Federacja Kobiet Polskich, Polski Instytut Naukowy, Biblioteka Polska Uniwersytetu MCGill w Montrealu, Fundusz Wieczysty Milenium Polski Chrześcijańskiej, Fundacja Adama Mickiewicza, Fundacja im. Wł. Reymonta, czy Związek Nauczycielstwa Polskiego. Co roku odbywają się konkursy na najlepsze wypracowania z języka polskiego, w których bierze udział ok. 3 tyś, uczniów, konkursy recytatorskie, ponieważ w Kanadzie uczy się w blisko w 100 szkołach podstawowych ok. 12 tyś. uczniów i angażuje się w ich naukę ok. 500 nauczycieli. Studenci skupieni są w ruchu akademickim i prowadzą ożywioną działalność kulturalną. Złotymi literami zapisały się nazwiska Wayne’a Gretzky’ego, Aleksandry Wozniak, Petera Gzowskiego, Karol Błaszkiewicz, August F. Globensky, Aleksander E. Kierzkowski, Kazimierz Gzowski, mistrzów sportu, dziennikarstwa, kartografii, chirurgii, inżynierii i polityki, budowy dróg i mostów. Pomnik Gzowskiego mogłem oglądać koło jeziora Ontario w Toronto.
Tam, gdzie się znajdują większe skupiska Polaków, właśnie w Toronto, London, Montrealu, Ottawie, czy Vancouver , tam żywiej kwitnie życie twórcze, intelektualne, naukowe, duchowe, więcej jest publicznych spotkań, wieczorów autorskich, dyskusji, koncertów, sympozjów, festiwali piosenki religijnej, kiermaszów książek i wystaw. Wychodzą dość liczne pisma polonijne jak „Goniec”, „Związkowiec”, Kalejdoskop”, czy wspomniany już „Merkuriusz Polski”. Działają także lokalne polskie rozgłośne radiowe i studia telewizyjne.
Godna podziwu jest nieustanna aktywność ludzi i instytucji, które organizują polskim pisarzom spotkania, promocje książek, zapraszają artystów, uczonych, kapłanów, dziennikarzy, zajmują się wspomnianą już działalnością charytatywną, stają w obronie wolnych mediów, witają nas z całą serdecznością i staropolską gościnnością,. Wymieńmy najważniejszych: profesorowie Uniwersytetu w London, Marianna i Stefan Królowie, proboszcz kościoła Matki Bożej Częstochowskiej – ks. Zbigniew Rodzinka, Małgosia i Jacek Szefernakerowie, Halina i Stanisław Sosnowscy, Waldemar Karniej, przewodniczący Rodziny Radia Maryja – Jan Sokół, Stanisław Frej, Jan Toporowski, przewodnicząca ugrupowania narodowego – Jolanta Hoppe, prezes Stowarzyszenia Kombatantów Polskich Ogniwo nr 2 – Jan Ferens, redaktor „Kalejdoskopu” – Piotr Cwynar, wielki miłośnik polskiej literatury – Roman Baraniecki, wszyscy z London; wspomniana już pisarka, Anna Łabieniec i jej mąż, Bogdan, poeta – Aleksander Rybczyński, redaktor „Gońca” – Andrzej Kumor, tłumacze – Krzysztofa Zarzecki i Irena Harasimowicz z Toronto, Jan Szymandera – kierownik Polskiego Centrum Kultury im. Jana Pawła II i Maria i Wacław Romaniewiczowie z Misssissuaga; znakomity wynalazca i nowator myśli technicznej, Ryszard Godlewski z Rawdon; genetyk i pastor – prof. Bazyli Pawluczuk i dyrektor Biblioteki Polskiej przy Uniwersytecie McGILL – Stefan Władysiuk z Motrealu, a także z tego miasta Hania Bortnowska i Andrzej Bortnowski – jedni z twórców kiermaszu, z którego dochód przeznaczają na rzecz polskich dzieci.
A przecież to tylko niewielka część ogromnej wspólnoty, która na wielu polach wspomaga Macierz. W ich domach i niemal we wszystkich środowiskach polonijnych trwa nieustająca, codzienna, mrówcza praca na rzecz Polski i potrzebujących Polaków. I co szczególnie zwróciło moją uwagę, w wielu prywatnych mieszkaniach, gdzie gościłem, posiłki zaczynają się od modlitwy, nawiązując w ten sposób do długiej i pięknej tradycji, w której pierwiastek duchowy odgrywał i wciąż odgrywa ogromną rolę. Za taką postawę, za to całe dobro, za czyny charytatywne, za organizację działalności kulturalnej, za wszystko, co czynią na rzecz Ojczyzny, należą się im podziękowania, słowa szacunku i podziwu. Dają bowiem dowód, że Polska jest tam, gdzie są Polacy. I nie można dzielić kultury na krajową i emigracyjną, ponieważ należy ona cała do wszystkich Polaków, gdziekolwiek by byli na całym świecie.